Stary człowiek i jazie

Spotkałem go trzy lata temu. Wędrowałem wtedy wzdłuż brzegów Narwi z nieodłącznym spinningiem w dłoni. Był piękny poranek, resztki mgieł właśnie rozproszyły pierwsze promienie wschodzącego słońca. Krople rosy opadały lekko z traw, na wysuszoną ziemię, która spijała je łapczywie. Za drzewem dostrzegłem człowieka. Gdyby nie jego siwe włosy, być może nie zobaczyłbym go wcale. Ciemnozielona koszula i wyblakłe brązowe spodnie maskowały go doskonale. Był to siedemdziesięcioletni staruszek o okrągłej, sympatycznej twarzy, która zupełnie nie pasowała do reszty jego kościstego ciała. Miał w sobie coś niezwykłego i z pewnością wiedział o rybach więcej niż ja i wszyscy moi znajomi razem wzięci. Na jego nogach dostrzegłem wodery - identyczne jak moje.
Coś takiego - pomyślałem - przez siedem lat nie spotkałem nikogo kto nosił takie buty! Wodery te są niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju, sprawdzone w każdych warunkach. Pochodzące z wojskowego płaszcza OP-1, lekkie, po zwinięciu mieszczą się na dnie każdego plecaka. Zimą ich ogromna podeszwa zapobiega zapadaniu się w śniegu, latem - nie ciążą na nogach. Jedyną ich wadą jest to, że każdy po ich założeniu wygląda, jak znany wszystkim - przybysz z kosmosu - Alf. Gdzie on dostał tę parę?
Właśnie chciałem otworzyć usta i powiedzieć "dzień dobry", kiedy ON wyszeptał - cicho, one są tutaj! Kto? - zapytałem w myślach i podszedłem bliżej. Wtedy je zobaczyłem, pod starym, zwieszonym nisko nad wodę drzewem, pływały trzy wielkie złociste jazie. Starszy pan odwrócił się do mnie i mogłem zobaczyć, że ma bardzo przyjacielski uśmiech.
One tu są każdego ranka... teraz twoja kolej... ja właśnie złowiłem jednego - powiedział.
Wrzuciłem przynętę do wody. Wobler kołysany rytmicznie wodami Narwi, zaczął spływać pod drzewo. Nagle największy jaź podpłynął majestatycznie i jakby od niechcenia zebrał moją przynętę z powierzchni. Pomimo tego, że wszystko działo się zgodnie z planem tzn. rzut i branie, to jednak ze zdziwienia zapomniałem o zacięciu, dosłownie mnie zatkało. Dopiero pulsująca szczytówka wędziska uświadomiła mi to, co przed chwilą się stało. Po kilku pełnych emocji chwilach, miałem go na brzegu.
Odwróciłem się by podziękować za udostępnienie miejsca, ale ON zniknął. Nigdy więcej go nie widziałem. Miejsce to nazwałem "pod drzewem starego człowieka", zawsze mogę liczyć tam na branie.
Mam nadzieję ,że jeszcze kiedyś GO spotkam. Powiem wtedy - Teraz Twoja kolej...

ARTFISH

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish