Primaaprilisowy karaś

Był 1 kwietnia, od kilku dni biwakowałem nad Siemianówką czekając na pierwsze promienie słońca, które o tej porze powinno już świecić wysoko na niebie. Trzeci raz przygotowywałem się do zrobienia zdjęć wschodu słońca nad zalewem. Przyznam się że po raz kolejny przespałem pół dnia. Dziś jednak dużo nie straciłem, gęste chmury zakrywały szczelnie całe niebo. Coś wyraźnie wisiało w powietrzu, czy to była pierwsza wiosenna burza, czy też może coś innego... Instynkt podpowiadał mi wyraźnie, że to nie będzie typowy dzień.
Spojrzałem na leżący opodal namiotu, wysłużony zielony ponton. Tak wiele wspomnień mnie z nim łączyło, tyle przelanego potu, złości, a może nawet i łez. Był świadkiem moich wędkarskich sukcesów i porażek. Po raz kolejny zepchnąłem go na wodę, jeszcze tylko wędka, podbierak i nieodłączny towarzysz moich wypraw - aparat; po chwili byłem już daleko od brzegu. Szczupaki były o tej porze roku jeszcze "nietykalne", a na łowienie okoni czy jazi, jakoś nie miałem nastroju. Jak widać, nie tylko ryby potrafią być kapryśne ;) Do akcji poszła gruntówka z kukurydzą. Już miałem układać się do drzemki, gdy nastąpiło potężne szarpnięcie. Gdyby kołowrotek nie zaczepił się o torbę wędkarską z przynętami, to pożegnałbym się z wędką. Podniosłem kotwicę i pozwoliłem by ryba pokazała na co ją stać. Ta, jakby przeczuwając że nie będę się za mocno starał, rozbrykała się na dobre. Czułem się jak na wycieczce krajoznawczej, ponton poruszał się miarowo po torze, który obrała sobie moja zdobycz. Gdyby nie świadomość, że mam na wędce życiowy okaz, to otworzyłbym piffko, usiadł spokojnie na ławeczce i poczekał na rozwój wydarzeń. Postanowiłem jednak że wezmę sprawy w swoje ręce i pokażę kto tu rządzi. Po dłuższej chwili udało mi się doprowadzić rybę do podbieraka. Piękny karp - pomyślałem, ale ale... zaraz, jaki karp?!!! Przecież to potężny karaś - rekord Polski, Europy, rekord świata!!! Drżącymi z przejęcia rękoma sięgnąłem po wagę - równo 15kg. Nie mogłem w to uwierzyć, jak on dorósł do takich rozmiarów, czyżby jakaś krzyżówka z karpiem, czy może po prostu Czarnobyl? W aparacie ustawiłem samowyzwalacz i zrobiłem pamiątkowe zdjęcie. Karaś jakby czekał na chwilę mojej nieuwagi, zatrzepotał ogonem i wyślizgnął, wpadając prosto do wody. Próbując go łapać, straciłem równowage i wypadłem z pontonu do zimnego zalewu...
Zerwałem się na nogi, zimny pot okrywał moje czoło, byłem w namiocie, słońce akurat wschodziło, ale zaraz, zaraz... przecież byłem na rybach, co z karasiem... Powoli docierało do mnie, że to był tylko sen, spojrzałem na datę w zegarku - 01.IV. - cholera przecież to PRIMA APRILIS!!! Tylko to jedno zdjęcie, które było zrobione w aparacie... Uśmiechnąłem się do siebie i wyszedłem przed namiot - "to będzie piękny dzień".

ARTFISH

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish