KRWIOPIJCY

- Jak myślisz - zapytał Paweł, z którym wybrałem się na kolejną już w tym roku wyprawę pstrągową - czy będzie dziś padać?
- Nie, nie powinno. Spójrz na niebo, nie ma za bardzo z czego padać - stwierdziłem autorytatywnie.
Niestety po dojechaniu nad rzekę Supraśl, dotarciu do wody i wykonaniu kilku rzutów, musiałem stwierdzić że ja również mogę się czasem mylić. Deszcz padał bowiem przez cały czas naszych połowów. Nie był on jednak na tyle intensywny żeby zakłócić nasz pobyt nad wodą. Po przejściu kilkuset metrów wzdłuż brzegu, zobaczyliśmy biegnące w stronę lasu sarny. Być może wystraszyliśmy je, gdy dochodziły do wodopoju.
Zgodnie stwierdziliśmy że pogoda na pstrąga jest dziś wymarzona, ani odrobiny słońca, wiatr, deszcz i "trącona" lekko woda. Wystarczy więc że znajdziemy kropkowańce i tylko kwestią czasu będzie złowienie ich.
Równocześnie wrzuciliśmy do wody nasze obrotówki, Paweł w obawie o ich splątanie gwałtownie przyspieoszył skręcanie żyłki. Ten właśnie ruch sprowokował do ataku pstrąga. Nie był to co prawda okaz, bo do wymiaru brakowało mu pół centymetra, ale dało nam to nadzieję na dobre wyniki później.


Po przejściu przez pas trzcin oddzielający mnie od rzeki, zauważyłem na swojej dłoni kleszcza. Odruchowo strzepnąłem go na ziemię i nie zdążyłem pokazać go Pawłowi. Dzień wcześniej słyszałem w radiu że kleszcze stały się już aktywne po zimie, ale nie przypuszczałem że spotkam je tak szybko na swojej drodze. Paweł tez nie musiał długo czekać na kontakt z nimi. Idąc po moich śladach "nazbierał" ich w sumie 7. Na szczęście siedziały jedynie na jego kurtce. Po chwili nie wiadomo skąd znalazł ich jeszcze drugie tyle. Do jego kurtki kleszcze lgnęły jak ćmy do światła. Średnio co kilkadziesiąt metrów znajdowaliśmy ich kilka sztuk, pomimo usilnego unikania trzcinowisk i starych pokrzyw. Stwierdziłem że do mojej śliskiej kurtki kleszcze się nie czepiają, co pozwoliło mi na skupienie się na łowieniu. Paweł nie był w tak komfortowej sytuacji i musiał co chwilę kontrolować stan swojego ubrania. Postanowiliśmy przyjrzeć tym małym pasożytom, chociażby z tego względu, że obszar na którym się znajdowaliśmy zaznaczony jest na mapie Polski jako teren szczególnie zagrożony boreliozą. Okazało się że kleszcze siedziały głównie na starych łodygach pokrzyw, czasem po kilka sztuk na jednej. W sumie podczas całej wyprawy wypatrzyliśmy ich kilkaset sztuk. Przez pewien czas miało się wrażenie że coś pod ubraniem zaczyna swędzieć, że coś chodzi po plecach, po włosach. Potrzeba było dobrych kilkunastu minut żeby oswoić się z myślą, że to tyko wyobraźnia płata nam takie figle.
W sumie podczas następnych 2 godzin udało mi się nakłonić jednego pstrąga do brania, ale to nie było to to, czego oczekiwaliśmy. Zmieniliśmy nawet miejsce połowu na pobliską Płoske, ale wyniki były podobne.
Wracając do domu przypomniałem sobie o 2 sarnach które widzieliśmy pod lasem. Pomyślałem że one nie noszą żadnych śliskich kombinezonów, nie stosują Autan ani Off - preparatów chroniących przed komarami i kleszczami i zrobiło mi się ich żal. Mogę mieć jedynie nadzieje że mają one swoje własne sposoby na unikanie bliskich spotkań z tymi pasożytami.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish