Świnka w Strękowej Górze

Jest 25 czerwca 2002 roku, przeciągam się w łóżku spoglądając jednocześnie na zegarek. Godzina 4.30 - pora wstawać, wiem że nie mogę sobie pozwolić na krótką drzemkę, bo obudzę się zapewne około 12 po południu, a przecież ryby czekają. Słońce już świeci na niebie, w końcu są to najdłuższe dni w roku. Wraz z końcem sesji skończyły się wszelkie problemy i w końcu mogę bez reszty oddać się swemu hobby.
Punktualnie o 5.00 podjeżdża Paweł, pakuję się do samochodu i wyruszamy. Dziś naszym celem jest Narew w Strękowej Górze. Ja pozostanę wierny spinningowi, a Paweł będzie łowił na tyczkę i na pickera. Woda nad rzeką niska, ale na zakrętach wciąż można znaleźć miejsca o głębokości 3-4 metrów. Paweł wybiera łąkowy, niezakrzaczony odcinek na wyjściu z zakrętu, gdzie będzie mógł bez problemu operować 12 metrowym wędziskiem. Zanim zdążył rozłożyć wędki, ja już byłem nad wodą i łowiłem. Trzeci rzut i znajome PYK w przynętę. Zacięcie i ryba odpływa w nurt, potem próbuje skryć się w przybrzeżnych roślinach. Paweł zwabiony hałasem nadbiega z podbierakiem. Ryba, którą okazał się być szczupak jest już pod nogami. Zaczyna się powolny proces rozkładania podbieraka... Szczupak najwidoczniej znudził się, bo nie czekając na nasz ruch, wypiął się do nas ogonem i odpłynął. No cóż, bywa i tak, zaczęło się nieźle, a i podbierak został już rozłożony :)
Paweł kończy rozkładanie sprzętu, a ja zaczynam schodzić w dół rzeki - w stronę ujścia Biebrzy. Na tym odcinku można liczyć na sandacze, ale żaden z moich znajomych nie złowił tu wymiarowego. Przechodzę kilkaset metrów bez brań, zmieniam przynętę na kopyto. Na drygim brzegu widzę norkę, która przebiegła wzdłuż rzeki, by po chwili skryć się za zakrętem. Przeciągam przynętę wzdłuż pasa grążeli, gdy nagle czuję potężne ŁUP. Ryba od razu chowa się w rośliny. Muszę podejść do niej wzdłuż brzegu, gdyż hol jest niemożliwy. To piękny okoń, około 28 cm. Hmm - na tak dużą przynętę? - widocznie dziś jest ich dzień. Zmieniam gumę na obrotówkę - żółtego longa nr1 i zaczynam żmudne dłubanie okonków.


We wsi po drugiej stronie rzeki słyszę przeraźliwe wiski i kwiki - to miejscowi zarzynali prosiaka. Z daleka widzę jak martwą już bestię (150 - 180 kg) zaciągnęli traktorem nad wodę i zaczęli ją tam patroszyć. Rzeka zrobiła się czerwona od krwi, popłynęły wnętrzności i inne niejadalne części prosiaczka. Ciekawe jak na to zareagowały ryby, z pewnością wieczorem w pobliżu tego miejsca kręciły się niezłe okazy. Nie mogłem jednak czekać aż tak długo, więc ruszyłem w swoją stronę. Kolejne godziny przyniosły jeszcze kilka okoni, dwa z nich były całkiem przyzwoitej wielkości i dwa krótkie szczupaczki.
Po powrocie do Pawła widzę w jego siatce dwa duże leszcze 1,5 i 1,0 kg oraz sporego jazia 0,7 kg, poza tym sporo ładnej płoci. Niestety on również narzeka na to, że brania były bardzo chimeryczne. Za naszymi plecami tworzą się burzowe chmury, słychać pierwsze grzmoty, czas zbierać się do domu.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish