WYSPIARZE

21 czerwca, dzień dla mnie szczególny. Bronię pracę magisterską. Cóż zatem może być lepszego niż uczczenie takiego sukcesu porządnym wyjazdem na ryby?
O godzinie 12.00 jestem już w domu, a o 13.00 wychodzę obładowany jak wielbłąd: plecaczkiem, namiocikeim, śpiworem, karimatą, pontonem, echosondą i wędkami. Wszystko zaś po to, by móc przetrwać nad Siemianówką przez kolejne 2 dni.
Upał jest niesamowity, żar po prostu pali, ale na miejscu da się wyczuć lekką "morską" bryzę.
Będzie dobrze...
Pompujemy pontony, dziś będziemy pływać po "Małym Zalewie", czyli mniejszej części Siemianówki, znajdującej się za nasypem kolejowym, bliżej białoruskiej granicy. Przy przepompowni spotykamy znajomego, który od razu zaczyna narzekać, że niby ryby nie biorą. Nie ma to jednak jak przekonać się o tym na własnej skórze. Wypływamy pełni niepewności, ale i nadziei. Z Pawłem odnajdujemy od razu stare koryto Narwi, pierwsze rzuty na jego skraju przynoszą pierwsze brania okoni. Chyba trafiliśmy na większe stadko, biorą naokoło pontonu na wszelkie przynęty, woblerki, obrotówki i na moje ulubione gumy. Wyciągamy kilka przyzwoitych pasiaków, kilka się na nas "wypina". Podpływają zwabieni chlupaniem znajomi, ale robią to na tyle nieostrożnie, że ryby się płoszą i musimy poszukać innego miejsca. Wiatr zaczyna wiać jak szalony, na szczęście nasyp działa jak falochron i dzięki temu fale nie przelewają się nam jeszcze przez burty. Płyniemy do płytszej części zbiornika, tam stare koryto Narwi jest doskonale widoczne, dzięki porastającym jego brzegi roślinom. Odnajdujemy kolejne stadko okoni. Biorą na pograniczu roślin i otwartej wody, podczas energicznego wyciągania przynęt z wody. Niektóre brania są pod samym pontonem, te są najbardziej widowiskowe. Płyniemy dalej korytem rzeki, lecz kotwiczyć musimy w roślinach, gdyż wiatr zrywa kotwicę z dna i uniemożliwia utrzymanie się w jednym miejscu. Po drodze doławiam 6 niewymiarowych szczupaczków. Dopływamy do niewielkiej wysepki, tu będzie nasz obóz. Przy okazji mam okazję do wypróbowania nowego namiotu. Wysiadamy z pontonu, uff jak dobrze jest rozprostować kości. Po kilku chwilach namiot jest już rozbity. Rozpoczynamy poszukiwania opału. Ogromne stada komaro-meszek unoszą się pół metra nad naszymi głowami, na szczęście nie atakują. Znajduję na wyspie duże łuski karpia, widocznie 2-3 lata temu przed obniżeniem stanu wody, ktoś tu na nie polował.
Chrustu wystarcza na niewielkie ognisko, ale udaje nam się utrzymać ogień przez ponad dwie godziny. Jest pełnia, wiatr się uspokaja i widać cały zalew oświetlony poświatą księżycową. Naokoło wyspy znajdują się gniazda lęgowe rybitw, które przez cały czas drą się niemiłosiernie. Około godziny 1.00 w nocy poszły jednak spać, ale na nieszczęście zaczęły wtedy kumkać żaby. Świt nadszedł niespodziewanie szybko, szarówka była już o 2.30. wtedy też ponownie zaczęły wrzeszczeć rybitwy. Snu mieliśmy więc co niemiara.
Pakujemy rzeczy z powrotem do pontonów. Adam okazał się być największym pechowcem tego wyjazdu, wczoraj złamał szczytówkę swojej wklejanki, a dziś wsiadając do pontonu przerwał jego dno na wylot!!! Na szczęście stało się to przy samym brzegu, a nie na środku zalewu. Tak się też złożyło, że miałem ze sobą "mocną taśmę na gada", ale w wydaniu amerykańskim, jeszcze bardziej wytrzymałą i o gęstszym splocie włókien. To nas uratowało, taśma ta wraz niezawodnym super-glue okazała się "mocną taśmą do pontonu". Prowizoryczna 20-centymetrowa łatka umożliwiła całodniowe pływania.
Po naprawieniu usterki ja popędziłem od razu na otwartą wodę, a Adam przez pół dnia obławiał stare okryto. Wybrał dobrze, bo padały tu wielkie ryby, tyle że dziś te duże nie brały. Złowił za to klika okoni i 2 przyzwoite jezie. Ja trafiłem na stadko okoni, które męczyłem przez dłuższą chwilę. Potem w pobliżu sporej wysepki z trzcin, namierzyłem szczupaki. Brały co 2-3 rzut, niestety największy z nic miał niecałe 55cm długości. Gdy mi przestały brać na gumy, Paweł zaczął skutecznie kusić je obrotówkami. Wpadliśmy potem w starych karczach na kolejne stadko okoni, ale nie były skłonne do współpracy.
Tak minął kolejny dzień połowów nad Siemianówką. W radiu nie zapowiadano na niedzielę dobrej pogody, więc postanowiliśmy skrócić nasz pobyt i pod wieczór powrócić do domu.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish