Jesienne okonie ze starorzecza
Już w pierwszych dniach października, gdy liście na drzewach zaczynają
żółknąć, a kasztany spadają na ziemię, można zacząć przygotowywać sprzęt
do połowu okoni. Jesień jest bowiem, według mnie, najlepszym okresem
ich połowu.
Najważniejszą sprawą będzie znalezienie sporego starorzecza okresowo,
a jeszcze lepiej stale połączonego z rzeką. Do pierwszych przymrozków
okonie będą w nim buszowały na płyciznach, wśród przybrzeżnej roślinności.
Łowić należy z płytszej strony, w miejscu gdzie liście grążeli porastają
gęsto pas wody o szerokości przynajmniej kilku metrów. Nie należy się
bać łowienia w takich zarośniętych łowiskach. Należy jedynie zachować
ciszę podczas zbliżania się do wody, a pierwsze rzuty oddać z pewnej
odległości, gdyż ryby często stoją na kilkunastocentymetrowej wodzie,
przy samym brzegu. Okoni spodziewać się można również na krańcach starorzecza,
w miejscu które większość wędkarzy omija szerokim łukiem, ze względu
na ilość porastających go roślin.

Przynęty w postaci obrotówek nr 0; 1 lub czasem nawet 2, malutkich twisterków,
najmniejszych kopytek czy 3-4cm woblerków, podawać należy nie na skraj,
a właśnie pomiędzy rośliny. Okonie ukryte pod dużymi liśćmi grążeli
będą startowały do przynęty z odległości nawet 2 metrów.
Gdy ryby są mniej aktywne, skuteczny będzie wobler. Często zdarza się,
że okoń odprowadza go, lecz nie atakuje. Należy wtedy zaprzestać kręcenia
korbką kołowrotka i pozwolić przynęcie wypłynąć na powierzchnię. Atak
nastąpi w momencie ponownego wprawienia woblera w ruch.
Obrotówkę prowadzimy 10-30cm pod powierzchnią wody utrzymując z nią,
w miarę możliwości, stały kontakt wzrokowy. Gdy zobaczymy, że za przynętą
płynie ryba (fala i często widoczny na powierzchni grzbiet), delikatnie
zwalniamy i zmieniamy kierunek prowadzenia wabia.
Istnym killerem na okonie, a również na szczupaki, w okresie jesieni
jest twister z dwoma ogonkami, imitujący żabkę. Potrzebna jest ogromna
precyzja w rzucaniu, gdyż dobrze jest jeśli przynętą trafimy na liść
grążela! Atak nastąpi często tuż po ześlizgnięciu się twistera do wody.
Manewrując wędką omijamy pływające jeszcze po powierzchni wody rośliny.
Nie zapominamy też o ciągłym podszarpywaniu przynęty, by nadać jej ruch
jak najbardziej zbliżony do oryginału.
Hol musi być siłowy. Po braniu najlepszym rozwiązaniem byłoby wręcz
wyrwanie ryby z wody. Należy więc zrezygnować ze zbyt miękkich wędzisk
i z rzadka korzystać z żyłki o przekroju poniżej 0,18 - 0,20mm.

Po pierwszych przymrozkach, gdy rośliny opadną już na dno, łowienie
staje się o wiele łatwiejsze. Okonie są wtedy zgrupowane w większe stadka.
Po złowieniu jednego, można być pewnym, że w pobliżu jest przynajmniej
kilka, podobnej wielkości pasiaków. Można łowić używając żyłki 0,16,
a nie 0,20 - tak jak przy wcześniejszym łowieniu z powierzchni.
Ryby szukają schronienia na głębszej wodzie, gdzie przynętą nr1 będą
różne gumeczki na 2-4g główkach. Należy zastosować cieniutki przypon,
gdyż równie częstą zdobyczą mogą okazać się szczupaki. Wabiki prowadzimy
wolno, gdyż ryby nie atakują już z taką zajadłością jak w pełni lata.
Jeśli starorzecze połączone jest z rzeką, to okoni można szukać początkowo
w samej rzece, w bezpośrednim jego pobliżu. Gdy regułą będą nocne temperatury
poniżej 0*C, wtedy pasiaki wpłyną do starorzecza w poszukiwaniu miejsca,
gdzie będą mogły przezimować.
Im bliżej zimy, tym lepsze wyniki będzie można osiągnąć, tym większe
okonie będą atakowały przynęty. Teraz pozostaje uzbroić się w cierpliwość,
przygotować sprzęt, przynęty i czekać cierpliwie na polską, złotą, okoniową
jesień.