VIII Klubowe Spinningowe Mistrzostwa Poski - Słubice 2003

W dniach 12-14 września uczestniczyłem w VIII Klubowych Spinningowych Mistrzostwach Polski, które odbyły się na rzece Odrze, w okolicy Słubic. Wraz z kolegami Leszkiem i Adamem reprezentowaliśmy tam Białostocki Klub Spinningowy BARWENA. Oto relacja z zawodów, podczas których, pierwszego dnia, byliśmy niekwestionowanymi mistrzami Polski.
Po przejechaniu blisko 700km dotarliśmy do Słubic w czwartek, przed południem. Mieliśmy niesamowite szczęście, gdyż przez dwa poprzednie dni padał tu deszcz, a nas przywitały promienie słońca, które towarzyszyło nam już do końca pobytu. Zameldowaliśmy się w hotelu MOSiR i czekaliśmy cierpliwie na wieczorne otwarcie mistrzostw. W międzyczasie wyszliśmy na spacer nad Odrę, by przywitać się z rzeką i zaskarbić sobie jej łaski. Niski stan wody nie przeraził mnie ani trochę, gdyż uwielbiam łowić na niżówkach. Niepokój budził we mnie jedynie fakt, że nigdy nie byłem nad Odrą, obce mi były łowiska z główkami, a co za tym idzie, nie znałem zwyczajów ryb z takiej wody. Uspokoił mnie troszkę Leszek, który tydzień wcześniej był na Boleniu Odry i mógł dzięki temu udzielić mi kilku cennych rad.
Stojąc na moście granicznym, pomiędzy Słubicami a Frankfurtem widziałem z góry piękny atak bolenia. Nieostrożny wędkarz, chodząc po kamieniach, wypłoszył stojącą przy brzegu ukleję. Jak na komendę nastąpił atak drapieżnika, piękna rundka na ogonie i wędkarz stojący nieomalże z otwartą ze zdziwienia buzią. To był naprawdę wspaniały widok.
Gdy wróciliśmy do hotelu tętnił on juz życiem. Na ścianach pojawiły się reklamy producentów woblerów (Jugole, Mleczki, Gusmana, Osińskiego) i numery pokoi, w których były do nabycia. Po korytarzach i przy recepcji kręciły się ekipy wędkarzy. Powoli zaczął mi się udzielać klimat zawodów.


O 17.00 nastąpiło uroczyste otwarcie. Czterdzieści cztery 3-osobowe drużyny spinningistów z całej Polski wkroczyły dumnie na stadion, niosąc w górze tabliczki z nazwami swoich klubów. Mieliśmy niezły ubaw gdy prezenter przeczytał błędnie nazwę naszego klubu zmieniając ją z "BARWENA" na Barwna. Tak oto zostaliśmy Barwną Drużyną Spinningową z Białegostoku. Na powitaniu obecny był burmistrz Słubic oraz Jacek Kolendowich (były 3-krotny M.P. w spinningu). Kolejnego dnia przyjechał również Robert Taszarek - obecny trener kadry narodowej spinningistów.
Sponsorzy zapewnili na "wieczorku zapoznawczym" kilka beczek piwa wodnego, podano jedzenie. Kapitanat udał się na losowanie sektorów, przypomniano ogólne zasady obowiązujące na zawodach. Po godzinie 23.00, zmęczeni podróżą udaliśmy się do pokoju by po raz ostatni rzucić okiem na sprzęt i omówić taktykę na pierwszy dzień zawodów.

VIII Klubowe Spinningowe M.P. - dzień I

Po śniadaniu rozwieziono nas na sektory. Ja trafiłem na sektor B tzw. "Lubusz". O godzinie 8.00 rozpoczęła się pierwsza - siedmiogodzinna tura. 44 zawodników podzieliło się w miarę równo- jedni pobiegli w górę, a inni w dół rzeki. Udałem się w dół Odry i po 35 minutach bardzo szybkiego marszu, którego nie powstydziłby się nawet Korzeniowski, wszedłem na wał oddzielający mnie od rzeki. Od razu wiedziałem, że dobrze trafiłem. Było to akurat wyjście z długiego zakrętu, woda dochodziła do samego wału, a długie na kilkadziesiąt metrów główki wcinały się ostro w nurt rzeki.
Cichutko rozłożyłem wędki:
- Mikado Magic Spin 270m 5-20g z kołowrotkiem Shimano Stradic 2000 i nawiniętą żyłką 0,16mm oraz cięższy kaliber,
- Konger Champion Classic 270m 15-35g z kołowrotkiem Okuma Avenger AV30 i żyłką 0,20mm.
Zobaczyłem pierwsze ataki boleni, w klatce oczkował jazik, a na szczycie główki chlapały niewielkie kleniki. Na pierwszy ogień poszedł 5cm czarny twisterek. Mniej więcej w piątym rzucie na półmetrowej wodzie pomiędzy główkami, miałem ostre branie. Zobaczyłem wir pod powierzchnią i poczułem dynamiczne szarpnięcia. Po chwili walki na brzegu miałem mojego pierwszego bolenia. Miarka wskazała 47cm. od razu wysłałem do kolegów z drużyny sms'a z informacją o tym, że nie jestem już na zero.
Wolno obławiając klatkę dotarłem do szczytu główki. Zamaskowany w porastających ją trzcinach rzucałem twisterkiem na napływ, przelew i w warkocz. Bolenie atakowały przez dobre pół godziny z każdej strony, lecz nie udało mi się skusić ich do brania. Na końcu drugiej klatki, pod drzewem zobaczyłem atak ryby. Udałem się tam pospiesznie i już w pierwszym rzucie miałem branie. Początkowo myślałem, że to okoń, ale im bliżej brzegu była ryba, tym większy stawiała opór. Najpierw zobaczyłem "kaczy dziobek", a potem charakterystyczne szczupacze cętki. Ta ryba również została wyjęta na brzeg wyślizgiem. Byłem prawie pewien, że nie ma wymiaru, był taki wychudzony, jednak przyłożyłem miarkę. Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy okazało się, że ma on 50cm. Przed szczytem główki rozminąłem się z zawodnikiem, który miał prawie 2kg bolenia. Rzuciłem twisterkiem wzdłuż brzegu na spokojną wodę za warkoczem. Gdy wyciągałem przynętę, tuż pod moimi nogami energicznie zaatakował ją kolejny szczupak (55cm). Po kilku sekundach i on znalazł się na brzegu. Nie namyślając się długo krzyknąłem do mijanego wcześniej wędkarza, pytając czy podpisze mi komplet. Zgodził się i o godzinie 11.00 wolniutko zacząłem wracać do wagi. Po drodze minęli mnie sędziowie, od których dowiedziałem się, że będę pierwszą osobą z kompletem, a jak się później okazało - ostatnią tego dnia. Waga wskazała 2740g + 4800 punktów premii za czas do końca tury. Razem dało to mi 7540g i z tym wynikiem musiałem siedzieć na ławeczce i czekać do 15.00. W tym czasie rozmawiałem z miejscowym sędzią o wodzie i o rybach...


Przy punkcie wagowym znaleziono granat F1 z okresu wojny, ktoś przypomniał sobie, że po drodze widział pociski przeciwpancerne. Dano znać policji i straży granicznej. Wszystko to odsłoniła Odra, tak niskiej wody nie było tu jeszcze nigdy.
Powoli zaczęli się wyłaniać zawodnicy, prawie każdy miał w siatkach, torbach, reklamówkach ryby. Największą rybą był boleń 2900g, złowiono też sporo kleni, jazi i ledwo wymiarowych okonków. Okazało się, że wygrałem sektor, a różnica dzieląca mnie od kolejnego zawodnika wyniosła aż 4530g.
W hotelu spotkałem kolegów z drużyny. Leszek złowił szczupaka 58cm i 2 okonie, co dało mu 8 miejsce w sektorze, a Adam ze szczupakiem 62cm był u siebie dziewiąty. W sektorze A padł sum 16kg i prawie 4kg brzana. We wszystkich sektorach ilościowo i wagowo wygrywały bolenie.
Wieczorem po podliczeniu punktów, organizatorzy wywiesili wyniki podsumowujące pierwszy dzień zawodów. Tu absolutna sensacja, nie mogłem w to uwierzyć - BARWENA na pierwszym miejscu!!! Jeszcze nigdy w historii klubu nie mieliśmy tak dobrej pozycji.
Wypiliśmy po zasłużonym piwku i po przygotowaniu sprzętu na następny dzień, padliśmy w objęcia Morfeusza.

VIII Klubowe Spinningowe M.P. - dzień II

Tego dnia łowiłem w sektorze C tzw. "Górzycy". Po rozpoczęciu zawodów tak się rozpędziłem, że o blisko 2km minąłem miejsce, w którym powinienem był łowić. Trafiłem na krótkie główki i klatki do połowy zasypane piaskiem. Nie poddawałem się jednak, do obrony był bowiem tytuł mistrzowski. Złowiłem kilka krótkich okonków, na przelewie zdjąłem na woblerka 2 niewymiarowe klenie. Po dwóch godzinach, pomiędzy główkami zaczepiłem o coś przynętę. Odwróciłem głowę żeby nie zakląć, jednak kątem oka zobaczyłem, że żyłka przecięła wodę, pod samym brzegiem zrobił się wielki wir, po czym nastąpił odjazd na hamulcu w stronę nurtu. Z tego wszystkiego zapomniałem o zacięciu i ryba po kilku sekundach spięła się. Do końca tury męczyłem krótkie okonki i kleniki, stawałem na głowie, żeby złowić coś wymiarowego, lecz niestety nie było mi to dane.

Wróciłem do wagi zmordowany i smutny. Widziałem ważone bolenie, jazie, szczupaki i wiedziałem że pogrążyłem drużynę, że nie będziemy już na pierwszym miejscu. W hotelu okazało się, że połowił tylko Leszek. W miejscu gdzie miałem ubiegłego dnia komplet, udało mu się wydusić szczupaka i okonia. Adam również przyzerował. Spadliśmy na 12 miejsce, nie był to wesoły wieczór, nie było czego świętować. Został jeszcze ostatni dzień zawodów.

VIII Klubowe Spinningowe M.P. - dzień III

Na niedzielę 14 wrzesnia pozostał mi sektor A - "Kunice". Na mapce namierzyłem piękny zakręt i tam też pobiegłem. Po 45 minutach marszobiegu, mokry jak szczur dotarłem do słupka granicznego nr 476. Oczom moim ukazał się piękny widok - długie na blisko 100m główki, głębokie klatki, wsteczne prądy, po prostu raj na ziemi. Już w pierwszych rzutach zaciąłem kilka krótkich okonków. Urwałem wszystkie czarne twistery, więc musiałem sięgnąć po inne przynęty. Na wobler, na przelewie złowiłem klenia 24,5cm. Nie było widać żerujących boleni, ale wiedziałem że gdzieś tu są, bowiem ubiegłego dnia przy podobnej pogodzie złowiono ich całkiem sporo. Namierzyłem żerujące jazie i przez blisko godzinę kusiłem je rozmaitymi przynętami. Gdy na szczycie sąsiedniej główki stanął jak świeca inny wędkarz - przerwały żerowanie. Dałem im wtedy spokój.
Do wody poszła cięższa artyleria. Duże sandaczowe kopyto w dość jaskrawych barwach na 20g główce. W warkoczu mógłbym łowić z powodzeniem na o połowę cięższą przynętę, gdyż prąd wody był iście "porywisty". Jednak gdy przynęta wychodziła na pogranicze nurtu, mogłem dokładnie opukiwać nią dno rzeki. Na efekty nie musiałem długo czekać, bowiem już w drugim rzucie poczułem mocne PUK. Zaciąłem energicznie i po chwili na brzegu miałem sandacza. Mierzyłem go dość długo, lecz w końcu zdecydowałem się go wypuścić, bowiem 2mm ponad wymiar wydało mi się zbyt małym marginesem bezpieczeństwa. W poprzednich dniach były już 3 dyskwalifikacje. Ktoś przyniósł okonia 15,5cm, inny 17,1cm, a komuś skurczył się osiemnastak. Wolałem więc nie ryzykować, bo mój sandacz przy wadze mógłby mieć nawet 44,5cm.


Tego dnia nic już okołowymiarowego nie miałem, nie licząc wszędobylskich okonków. Turę wygrał zawodnik ze szczupakiem 82cm i boleniem 64cm. Łowił cały dzień z tej samej główki, prawie naprzeciwko punktu sędziowskiego. Miałby jeszcze lepszy wynik, ale spiął blisko metrowego szczupaka i medalowego bolenia. Takie już są ryby - nieprzewidywalne. Złowiono też sandacza 4kg, kilka brzan, bolenie i pojedyncze szczupaki.
Leszek miał blisko 4kg szczupłego, ale nastawiony na połów kleni nie założył przyponu - skutek wiadomy. Ryba ta mogła dać mu zwycięstwo w sektorze. Z drużyny połowił jedynie Adam, jego szczupak dał mu 12 miejsce. Po trzecim dniu spadliśmy na 24 pozycję.

W klasyfikacji drużynowej czołówkę obsadziły:
1. Kostrzyński Klub Wędkarski - Kostrzyń nad Odrą - waga 13445g /23 ryby;
2. Perfekt Sulechów - waga 10085g /15 ryb;
3. SUM - Ostrowiec Świętokrzyski - waga 9955g /17 ryb;
.
.
24. Białostocki Klub Spinningowy BARWENA - waga 12690g /13 ryb.
.
44.............................

Jeśli chodzi o masę złowionych ryb, to uplasowaliśmy się na 4 pozycji, jednak w tych zawodach nie była ważna tylko waga złowionych ryb, a to by wszyscy zawodnicy z klubu łowili w miarę równo i nie mieli zer. Nam ta sztuka się nie udała. Nieznajomość rzeki zadecydowała o naszej ostatecznej pozycji w tabeli.
Za dwa lata, podczas X Klubowych S.M.P. w Słubicach, o ile pojedziemy tą samą ekipą, bogatsi o doświadczenia, na pewno będziemy mogli powalczyć o miejsce w ścisłej czołówce.
Tymczasem pozostaje nam pogodzić się z goryczą porażki, a na osłodę wspominać chwile, kiedy to przez jeden dzień byliśmy Mistrzami Polski.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish