Pierwszy komplecik

20 marca 2003, godzina 10.15 - przejechaliśmy właśnie przez przejazd kolejowy na stacji w Kuźnicy Białostockiej. 100 metrów dalej widzę mały mostek, a poniżej niewielką rzeczkę. Paweł zatrzymał samochód na poboczu, kilka metrów od wody. Troszkę jestem zdziwiony, że będziemy tu łowić, ale nie mam nic do powiedzenia, bowiem na Łosośnej jestem po raz pierwszy. Podobno jest tu dużo małego pstrąga, na okazy nie powinienem liczyć, ale kto wie...
Pierwsze rzuty Pawła, małym "Strażakiem" dają mu branie małego pstrążka. Jestem w ciężkim szoku, bowiem sam jeszcze nie zdążyłem zawiązać woblera, a tu już pierwszy kontakt z rybą. Staję na zakręcie powyżej i wypuszczam woblera z prądem. Co pewien czas oddaję 2 metry żyłki i obławiam dalszą część zakrętu. Gdy 5cm przynęta dociera do przewężenia rzeki, czuję na kiju walnięcie. Nie będąc jednak pewien czy była to ryba czy też coś na dnie, nie zacinam. Po chwili powtarzam manewr, ale puknięcie się nie powtarza - więc jednak miałem branie. W tym samym czasie kolega Marcin wyciąga pstrąga 29cm.
schodzimy poniżej mostku, tam mam kolejne puknięcie w woblerek. Przy drugim rzucie na kiju siada mi niewielki kropkowaniec, ale po kilku młynkach zwraca sobie wolność. Kątem oka widzę jak Marcin coś zacina, pstrąg około 40cm chlapie ogonem po powierzchni i spina się. W tej samej sekundzie kilkanaście metrów poniżej na wejściu do zakrętu Paweł też zacina rybę, ta jednak wchodzi w rośliny i wyczepia się z woblera. Dwie minuty później nad nabrzeżną burtą czuję ostre branie. Wypuszczam wobler po raz kolejny i widzę jak pstrąg startuje i uderza w niego z dużym impetem. Po zacięciu wyjmuję rybę na kiju, na brzeg. Szybki pomiar wykazuje 31cm - jest pierwszy w tym roku wymiarek!!!
Marcin podbiega do nas ożywiony, w nabrzeżnych trzcinach znalazł karton papierosów PalMall, oczywiście bez akcyzy. Zapewne była to zguba któregoś z przemytników, lub też część towaru porzucona w obawie przed kontrolą graniczną. Idąc wzdłuż torów można znaleźć też butelki i foliowe worki, w których przewożony był spirytus. Pomysłowość ludzka nie zna granic.
Nadciąga ciemna chmura śniegowa, wiatr staje się nie do zniesienia, woda zamarza momentalnie na 3 szczytowych przelotkach, zaczyna zacinać śnieg. Rzuty pod wiatr stają się niewykonalne, jedyne co możemy robić to wypuszczać woblery na napiętej żyłce. Na drugim brzegu Marcin zaczepił ulubioną przynętę i usilnie stara się ją uwolnić z zaczepu. Ja wypuszczam swoją przynętę w jego stronę, w głęboczku pod drugim brzegiem mam potężne branie. Kolejne przeprowadzenie i ŁUP, pstrąg młynkuje na całej szerokości rzeczki. Wokół jest sporo roślin i trzcin, muszę więc podejść, żeby go wyciągnąć. Paweł pomaga mi w podebraniu. Ten jest ciemniejszy i grubszy od poprzedniego, ma też wyraźne, ostre ząbki. Pomiar wskazuje 34cm.


Wracamy do samochodu i przenosimy się o kilometr w dół rzeki w bezpośrednie pobliże granicy. Tym razem idę samotnie jednym brzegiem, a Paweł i Marcin idą razem drugim. Wyprzedzają mnie znacznie, zostawiając mi jednak do obłowienia zewnętrzną stronę zakrętów i głęboczki po mojej stronie.
Na jednym z takich zakrętów, pod podmytym brzegiem, zacinam pstrążka, który po chwili spina się. Kilkanaście metrów dalej za cypelkiem widzę charakterystyczne oczkowanie. Wypuszczam tam woblerek, na reakcję nie musiałem czekać długo, piękny pstrążek zapina się na tylnej kotwiczce. Pod moimi nogami wyhacza się jednak i stacza z powrotem do wody.. zamiast jednak popłynąć na otwartą wodę, wbija się z całym impetem w muł i nabrzeżne trawy. Schodzę szybko ze stromego brzegu i zanurzam rękę w wodzie łapiąc pstrąga. Po zmierzeniu okazuje się, że ma on równo 30cm - czyli ostatni do kompletu!
Pawła i Marcina spotykam przy słupku granicznym. Mieli po kilka brań, a Marcin wyholował 2 małe kropkowańce.
Żaden z nas nie jest na tyle nierozważny, by próbować łowić po białoruskiej stronie, chociaż pokusa jest ogromna. Wycofujemy się powoli w stronę samochodu.
Był to dla mnie bardzo udany dzień, koledzy też nie mogą narzekać na brak kontaktu z rybami. Kolejny wyjazd na Łosośną planujemy na początku następnego tygodnia. Czy będzie on równie udany - czas pokaże.


ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish