Letnie klenie i jazie

Lato jak każde inne, może odrobinę bardziej upalne i suche. Wody w rzekach też jakby mniej, typowe drapieżniki zapadły się pod ziemię i nie dają się skusić na żadne przynęty. Oko cieszą jedynie bolenie, które od czasu do czasu atakują zgromadzoną w zastoiskach drobnicę. Przy bezwietrznej pogodzie słychać też cmokające w zielu jazie i widać oczkujące klenie.
Poruszam się wolno w górę rzeki i cichutko podaję woblerki własnej produkcji na skraj ziela, które dość szczelnie zdążyło pokryć prawie całe koryto.

Atak następuje zazwyczaj w momencie zetknięcia przynęty z wodą lub w kilka sekund po. Nabierają się zarówno kleniki, jazie jak i nawet większe ukleje. Duże klenie przeprowadzają ataki bardzo widowiskowo, często nie trafiają w prowadzoną po powierzchni przynętę. W przynętę prowadzoną klasycznie pod prąd "puste" brania nie zdarzają się wcale. Wir na powierzchni i pulsujący ciężar na drugim końcu wędki oznajmia branie.


Jazie zachowują się zgoła inaczej. Bywa iż płyną za przynętą przez dobre kilka metrów, oglądają ją z każdej strony, smakują, trącają pyskiem, po czym zawracają albo łykają wobler głęboko i pewnie. Ich hol stwarza sporo kłopotów, gdyż zacięte w gęstwinie roślin często korzystają ze schronienia jakie im one dają.
Klenie łowione na bystrzach holuje się o wiele łatwiej, wystarczy unieść wędkę do góry i ryba już po kilku chwilach chlapie się na powierzchni. Większe klenie próbują jeszcze przy samym brzegu dać nura pod nawisy z trzcin, ale z tym też można sobie poradzić.


Ryby zachowują się podobnie w dużych rzekach, takich jak Narew i Biebrza, jak i w małych typu Supraśl czy Biała.
Klanie i jazie dają mi możliwość "nałowienia się", podczas gdy szczupaki i okonie stoją odrętwiałe w letnim letargu i nie udaje mi się ich skusić do brania żadnymi sposobami.


ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish