Koperek nad Biebrzą

Biebrza przyjęła nas łaskawie, wiał lekki wiaterek, dzięki czemu komary nie były tak dokuczliwe. Słońce skryło się za gęstą warstwą chmur, więc i temperatura była całkiem znośna. Wyraźnie zanosiło się na zmianę pogody. Nawet krzykliwe ptaki, których o tej porze roku można spotkać tu bez liku, zacichły, jakby w oczekiwaniu na to, co miało się wydarzyć.
Po wyjściu z samochodu, zobaczyłem leżący na trawie korek od pontonu. Schowałem go do torby, bowiem idealnie nadawał się na zapasówkę do mojego pływadełka. Przed przepłynięciem na drugą stronę rzeki, gdzie zostawialiśmy ponton, postanowiliśmy obrzucać dość obiecująco wyglądająca prostkę. Już po 5 minutach usłyszałem znajomy okrzyk Pawła - "Artur? MAAAM!!!".

Gdy dobiegłem, szczupak akurat wyłożył się pod brzegiem i mogłem go szybko złapać za kark. Pierwsza ryba, może nie okaz, ale wymiar trzyma. Dla pewności Paweł poszedł po miarkę, a ja w tym czasie zszedłem o 100 metrów poniżej. Akurat zaczynało się pod brzegiem wypłacenie, porośnięte roślinnością zanurzoną. Zarzuciłem 5cm kopytko w tunel, pomiędzy pasami falującej zieleni. Po kilku obrotach korbką poczułem, że przynętę coś zagryzło. Ryba zrobiła krótki odjazd i próbowała schronić się w zielu, jednak wędka wspaniale zamortyzowała jej atak. Po chwili doholowałem szczupaka do brzegu i pewnym chwytem za kark wyjąłem z wody. Nie minęło 15 minut naszego pobytu nad wodą a już każdy z nas miał po wymiarowym szczupaku. Jak to mówią miejscowi "ranek panek".

Dojechał do nas jeszcze jeden samochód, z którego wysiadł pan z pontonikiem. Gdy próbował go napompować, okazało się, że nie ma korka. Oddałem mu moje znalezisko, za co on w zamian obdarował mnie browarkiem.
Po przepłynięciu na drugą stronę, schowaliśmy ponton w trzcinach, a sami udaliśmy się w górę rzeki. Minęły nas trzy łódki pychówki i jeden ponton. Ruch jak na autostradzie, nie spodziewaliśmy się tu towarzystwa. Żebyśmy nie czuli się osamotnieni, to około 200 sztuk bydła rogatego przeprawiło się przez rzekę i zaczęło wypasać w naszym pobliżu. Udało się nam znaleźć zaciszne miejsce i połowić troszkę okonków, ale to nie było to czego oczekiwaliśmy. Paweł miał obcinkę na zestawie okoniowym. Zobaczyliśmy tylko wir pod powierzchnią i było po rybie.
Zdecydowaliśmy się zmienić miejsce połowu i odwiedzić Kanał Rudzki w pobliżu Osowca. Wiedzieliśmy, że żyją tam pokaźne klenie, poza tym Paweł chciał wypróbować kilka nowych przynęt, które sam wykonał.

Już w pierwszych rzutach mieliśmy brania. Niestety były to tylko niewielkie kleniki i ukleje. Widzieliśmy tez kilka ataków bolenia, ale nie udało nam się go skusić do brania. Szybka decyzja i kolejna zmiana miejsca - Dolistowo Stare.
Trafiliśmy akurat na sianokosy i chyba z całej okolicy zleciały się bociany, ponad 60 sztuk na jednym polu, coś niesamowitego. Niemcy dużo by zapłacili, by móc ujrzeć taki widok.

Woda w pobliżu rzeki stoi jeszcze na polach, musieliśmy brodzić po kolana w wodzie, by dostać się do głównego koryta. Potrzeba co najmniej 2-3 tygodni by powróciła do swojego normalnego stanu.
Ryby zastrajkowały, nie mogliśmy skusić do brania ani klenia, ani szczupaka, czy okonia. Zaczął wiać silny wiatr i w oddali pokazały się ciemne, deszczowe chmury. Zdecydowaliśmy się na powrót. Jadąc, podziwialiśmy stada koni i owiec pasące się na łąkach.

Za jednym z zakrętów, na środku drogi zobaczyliśmy reklamówkę wypełnioną po brzegi? koprem! Musiała wypaść z któregoś z przejeżdżających tędy wcześniej traktorów. Podzieliliśmy łup po połowie. Świeża rybka, młode ziemniaczki z koperkiem? MNIAM!!!

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish