MARTWA RZEKA

Supraśl - rzeka marzenie. Czysta, tocząca swe wody po terenach Podlasia, a co najważniejsze rybna. Chociaż o rybach to można mówić już w czasie przeszłym. Klenie, szczupaki, pstrągi... wszystko to BYŁO!!!
Na początku sierpnia deszcz padał i padał, a woda podnosiła się, aż do zalania przyległych pól. Zabrała ze sobą skoszone trawy, odchody wypasanego bydła, nawozy sztuczne. W połączeniu z wysoką temperaturą dało to efekt w postaci przyduchy. Najpierw popłynęły pstrągi i miętusy, o tydzień dłużej wytrzymały klenie, potem przyszedł czas na okonie i szczupaki. Ogromna ilość śniętych ryb zaczęła zalegać brzegi rzeki. Niesamowity fetor unosił się na całym skażonym odcinku. Zatruta i pozbawiona tlenu woda zaczęła płynąć w kierunku Narwi. Wodociągi białostockie zmuszone zostały do zamknięcia 2 ujęć wody znajdujących się nad Supraślą. Przez ponad 2 tygodnie Białystok ciągnął na rezerwach.

W połowie miesiąca pojechałem, żeby na własne oczy przekonać się o rozmiarze tragedii. Nad wodą spotkałem miejscowego drwala. Pan Włodzimierz, starszy już jegomość, z butelczyną błękitnego płynu wystającą dyskretnie z kieszeni, opowiedział mi całą historię tej rzeki. Opisał ze szczegółami jej wzloty i upadki, czasy świetności i klęsk. Jednak tego, co stało się teraz, nie mógł pojąć nawet on.
Jego syn pracował jako ratownik na plaży miejskiej w Supraślu. Przez to, że rzeka została zatruta, stracił pracę, bo kogo miałby ratować, skoro nikt nie będzie się kąpał w takiej rzece. Nawet strach jest stać w jej pobliżu, taki fetor od gnijących ryb i gnojowicy bije.

Opowiedział mi o tym, jak z kolegami wchodzili do tej wody i wyławiali zalegające na brzegu ryby. To był ostatni raz, dwóch jego znajomych jeszcze tego samego dnia dostało wysypki i wrzodów na skórze. On miał szczęście, jemu nic się nie stało, ale teraz topi swe smutki w butelce denaturatu. Życie drwala nie jest wcale łatwe, bieda aż piszczy. Nieśmiało pyta, czy nie mam może jakichś drobnych. Pewnie, że mam - 5zł wystarczyć powinno na całkiem niezłe wino.
Pan Włodzimierz opowiada dalej, jak to widział szczupaki po kilka kilogramów łapiące tlen z powierzchni wody, śnięte pstrągi grubo ponad 50cm, 60cm klenie, minogi wychodzące na brzeg, nawet liny pozdychały. Nikt nawet nie przypuszczał, że rzeka ta kryła w sobie taki potencjał. Pokazuje mi ryby, które wyjął z wody w ciągu ostatnich kilku godzin, to już tylko resztki.
Zbliża się wieczór, żegnam się z Włodkiem, zaprasza do siebie, na kawę, do lasu - chętnie oprowadzi. Zna go jak własną kieszeń, pracuje już w nim ponad 30 lat. Jeszcze ostatni rzut oka na rzekę? rzekę byłych marzeń.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish