SUM'owe LEKCJE
Nadszedł lipiec, a wraz z nim pierwsze sumowe zasiadki.
Zmierzch zapadał późno, bo o 21.30. Najdłuższe letnie dni potęgowały
radość z przebywania nad wodą, a wspaniałe zachody słońca cieszyły
oko prawie każdego wieczoru.

Na pierwszą sumową zasiadkę wybrałem się samotnie.
Zaledwie zdążyłem rozłożyć wędki, a pojawili się kolejni amatorzy
zmagań z wąsaczami. Popatrzyli krytycznym okiem na moje zestawy i
od razu zalecili mi zmianę z przyponu z żyłki na plecionkę, która
miała być ponoć bardziej wytrzymała i odporna na przetarcia w sumowej
paszczy. Posłuchałem ich, bo co miałem powiedzieć, kiedy swoje poprzednie
sumy łowiłem wyłącznie na spinning, a nie z gruntu na rosówki. Po
prostu nie miałem w tej kwestii doświadczenia. Człowiek uczy się na
własnych błędach, a doświadczenie przychodzi z czasem.
Pierwsza lekcja nastąpiła o godzinie 23.15. Sygnalizator oświetlany
dyskretnym światłem znicza miarowo podjechał pod wędzisko. Zaciąłem
z wyczuciem i od razu wiedziałem, że ON jest tam po drugiej stronie.
Ryba nie okazywała żadnych emocji, ani zażenowania tym, że została
zacięta i pozwoliła mi na podciągnięcie się do brzegu. Gdy tylko poczuła
płyciznę, nastąpił miarowy, jednostajny odjazd i po kilku chwilach
żyłka zawisła smętnie uwolniona od żywego balastu. Po wyjęciu resztek
zestawu z wody, okazało się, że sumik zdołał rozwarstwić zbyt cienką
jak się okazało plecionkę. Podejrzewam, że gdybym zostawił na przyponie
żyłkę 0,28 to nic takiego by się nie stało i miałbym wąsacza na brzegu.
To była lekcja nr1.

Przed drugim wyjazdem zakupiłem 100m plecionki 0,20
i nawinąłem ją jako żyłkę główną. Złapałem też do słoiczka kilka pijawek,
bo zauważyłem że na tą przynętę łowione są naprawdę ładne sumy i nie
jest ona obskubywana przez drobnicę. Dwie sztuki pijawek założyłem
na hak karpiowy nr1. Krytycznie do wielkości moich haków odniósł się
pewien łowca, który jak mi później powiedział używa kutych haków w
rozmiarze 5/0. Jednak po tym jak mi powiedział, że udało mu się złowić
do tej pory tylko jednego suma, przestałem brać jego uwagi do serca,
bo w sumowaniu był jeszcze bardziej zielony ode mnie. Co prawda później
zmieniłem hak z karpiowego na węgorzowy o rozmiarze 2/0 z dłuższym
trzonkiem i z zadziorkami zapobiegającymi zsuwaniu się przynęt, ale
na 5/0 na pewno się nie zdecyduję. Średnia masa poławianych ryb to
około 8-10kg, na które mniejszy hak z pewnością wystarczy.
Godzina 23.30, kolejny raz bombka podjechała miarowo pod wędkę. Zaciąłem
i JEST!!! Ryba nie stawia oporu i daje się doprowadzić szybko do brzegu.
Tu następuje odjazd i sumik odzyskuje wolność odhaczając się. Okazało
się, że najprawdopodobniej zbyt mocno dokręciłem hamulec, będąc pewnym
siły swego zestawu, a plecionka zupełnie nierozciągliwa nie mogła
zamortyzować gwałtownego zrywu ryby. Wynik 2:0 dla sumów - lekcja
nr2.

Na trzeci wyjazd wybrałem się z kolegą Adamem. Zestawy
zarzucone, ale do 1w nocy nic na naszych wędkach się nie dzieje, więc
idziemy spać zostawiając zestawy w wodzie. O trzeciej nad ranem ze
snu wyrywa mnie pisk sygnalizatora i dźwięk terkotki w kołowrotku
Adama. Zrywam się ze śpiwora i biegnę do wędki, zacinam i zaczynam
hol ryby. Dobiegł zaspany kompan, nie zdążyłem oddać mu wędki a sum
już po kilku machnięciach ogonem wypiął się. Lekcja nr3 - nie powinniśmy
zbytnio oddalać się od wędek, by móc porządnie i w tempo zaciąć, zaraz
po braniu suma.
Podczas kolejnej nocy, jeszcze o zmierzchu o godzinie 20.15 ma wędce
Adama kolejne branie - sygnalizator piszczy, a kołowrotek w zawrotnym
tempie oddaje żyłkę. Podbiegam, zacinam i wołam kolegę, który jak
zwykle gdzieś się szwęda (reguła - ryba bierze gdy nie ma nas przy
wędkach). Po chwili nadbiega Adam i przejmuje kontrolę nad holem.
Ryba jednak nie daje się podciągnąć i wybiera kolejne metry żyłki
murując ciągle do dna. Po 2 minutach holu linka pęka. Kompan roztrzęsiony
zwija resztki żyłki i zaczynamy analizować przyczynę niepowodzenia.
Hamulec był dobrze uregulowany, hol nie był siłowy, ryba zacięta prawidłowo.
Pozostaje więc sama żyłka. Adam wiąże testowo krętlik do żyłki i ciągnie
próbując zerwać zestaw. Po kilku szarpnięciach linka pęka na węźle.
Okazało się, że pomimo tego, iż była ona niedawno nawinięta na szpulę,
zdążyła przeleżeć już kilka lat w szufladzie, co na pewno wpłynęło
na jej osłabienie. Dobrze by było, gdyby producenci żyłem zaczęli
drukować na swoich wyrobach datę produkcji. Być może zmniejszyło by
to liczbę rozczarowań nad wodą. Tak zakończyła się sumowa lekcja nr4.

Wnioski - wszystkie elementy zestawu podczas połowu
suma muszą być idealnie dobrane i najwyższej jakości, bo ryba ta silna,
duża i waleczna na pewno wykorzysta każdy nasz błąd. Przede mną jeszcze
sporo sumowych zasiadek przy blasku gwiazd i księżyca, mam też nadzieję,
że i emocji związanych z holem tych wspaniałych ryb. Nauczyłem się
już dużo przez okres lipca, nadszedł sierpień, czy przyniesie on kolejne
doświadczenia? ...minął tydzień, wszystko dopięte na ostatni guzik...
tylko czemu sumy nie biorą???