Cuda na kiju II

Pogoda jak zwykle o tej porze roku nie rozpieszczała. Przygruntowe przymrozki w nocy sprawiły, że woda przy brzegach zamarzła na odległość kilku metrów od brzegu. Sytuację poprawił jednak dość szybko, nasilający się wiatr z południa, który połamał tą cienką skorupę.
Dość długo nie mogłem wybrać się na ryby, więc korzystając z kilku godzin wolnego czasu chciałem się po prostu wyłowić aż do bólu nadgarstka. Pierwsze kilkadziesiąt rzutów nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Na wędce zameldował się jedynie okoń średniaczek.

Stan wody w łowisku był bardzo niski i rybom to najwidoczniej przeszkadzało w żerowaniu. Co raz było jednak widać, że pod powierzchnią coś przecina wodę wzdłuż i w szerz jak torpeda. Działo się to w najgłębszym miejscu stawu. Postanowiłem dokładniej zbadać tę sprawę. Zacząłem kombinować z przynętami - woblery, twistery, obrotówki, nawet duża wahadłówka poleciała do wody. Skutek był ten sam, a mianowicie żaden. Dopiero biało-niebieskie kopyto przyniosło oczekiwane branie. Po żyłce, która wchodziła do wody widziałem, że ryba złapała przynętę, potem na kiju poczułem zdecydowane pstryknięcie. Zaciąłem energicznie i po chwili już wiedziałem, że będzie mnie bolał nadgarstek od pompowania. Ryba wybrała mi około 20m żyłki i parła uparcie za cypel, którego nie mogłem okrążyć, co dawało jej w tej chwili przewagę. Dokręciłem odrobinę hamulec i zacząłem wybierać utracone metry żyłki. Po około 5-7minutach doprowadziłem rybę do brzegu.

Początkowo nie mogłem rozróżnić jej gatunku, gdyż tylko błyskała grzbietem pod powierzchnią wody. Wstępnie obstawiałem sandacza lub sporego szczupaka. Myliłem się jednak i to bardzo. Sprawcą całego zamieszania okazał się być przyzwoitych rozmiarów amur o wadze 7kg. Zapomniałem przyłożyć miarkę, ale była to taaaka ryba. Po sfotografowaniu wypuściłem okaz z powrotem do wody.
Zmieniłem miejsce połowu i zestaw spinningowy na lekki. Nastawiłem się tym razem na okonia, gdyż mój głód emocji został już zaspokojony. W pierwszym rzucie miałem delikatne, typowo jesienne branie. Hol nie był zbyt emocjonujący, wydawało mi się, że holuję znowu okonia patelniaczka. Zostałem jednak po raz kolejny mile zaskoczony, gdy na końcu zestawu zobaczyłem niewielką tołpygę.

W tym dniu miałem jeszcze kilka brań, jednak żaden hol nie zakończył się sukcesem. Ryby z niewiadomych przyczyn spinały się z mojej przynęty. Jedna ryba wystawiła na ciężką próbę mój zestaw okoniowy, gdyż wyciągnęła jak U-Bot kilkanaście metrów żyłki i się spięła.
Mam nadzieję, że w ubiegłym roku jesienią złowię na spinning karpia o wadze 7kg. Przecież muszę napisać III część Cudów na kiju ;)

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish