Rekordowy pstrąg

Piotrek od ponad roku próbował mnie namówić na wspólny wyjazd na ryby. Przeszkadzał to brak czasu z mojej strony, to warunki pogodowe, to znowu inne przeciwności losu. Wreszcie się udało. Wstałem co prawda dopiero o 8.00, ale moje wcześniejsze doświadczenia z pstrągami wskazywały dobitnie na to, że one też lubią sobie pospać. Po godzinie 9.00 dotarliśmy nad wodę. Cisza i spokój, ani żywej duszy, chociaż spodziewałem się widoku kilku ekip ze spinningami. Tymczasem miłe zaskoczenie, tylko skołowany zając robił już chyba trzecie okrążenie wokół małego lasku.
Rozłożyliśmy zestawy, doradziłem Piotrkowi co ma założyć i zasugerowałem sposób łowienia. Uzgodniliśmy, że będziemy obławiać co drugi zakręt, by nie płoszyć sobie ryb.
Po kilkuset metrach, na woblerek malowany na pstrąga miałem pierwsze uderzenie. Ryba wzięła na wlewie przed zakrętem, a jeśli tam stała to znaczy że pstrągi dziś żerują.

Z kolejnego dołka wywabiam pstrąga około 35cm, ale ten po kilku młynkach spina się z kotwiczki woblera.
Kolejny bardzo ciekawy odcinek nie przynosi mi żadnego brania. Pstrągi stoją w tym roku w miejscach zupełnie innych niż w roku ubiegłym, ale to może tylko cieszyć, bo daje niesamowite urozmaicenie. Wydaje mi się, że o tej wodzie wiem już prawie wszystko, a ona ciągle mnie czymś zaskakuje.
Przede mną rzeka pięknie zakręca o 90stopni i tworzy głęboką rynnę ze zwarami, gdzie kotłuje się woda, po obu stronach nawisy z trzcin i w nurcie widać stary pień drzewa. Zmieniłem przynętę na Wesołego Bananka, gdyż słońce schowało się za gęstymi chmurami i wypuściłem go daleko z prądem rzeki. Opuściłem szczytówkę wędki by umożliwić przynęcie zanurzenie się i wtedy nastąpiło energiczne branie. Ryba przewaliła się pod powierzchnią, błysnęła 2 razy bokiem i zanurkowała do dna szarpiąc energicznie wędką.

Piotrka nie musiałem wołać, bo stał tuż za moimi plecami obserwując cała akcję. Nie byłem do końca pewny co to jest za okaz, ale przez głowę przemknęła mi myśl, że może to jest szczupak. Zakręt nie nadawał się zupełnie do podebrania, ale ryba sama pomogła mi w wyborze miejsca lądowania. Przepłynęła po prostu wzdłuż całego zakrętu pod prąd i zaczęła młynkować w jamce na jego początku. Wtedy już wiedziałem, że na wędce mam okazałego pstrąga. Ryba wyciągała żyłkę 0,20 z kołowrotka, ale jej odjazdy nie były długie, wszystko odbywało się na przestrzeni kilku metrów. Poprosiłem Piotrka by podebrał rybę, bo gdy tylko mnie widziała to strasznie się denerwowała i odbijała od brzegu. Za trzecim podejściem się udało, pewnym chwytem oburącz za kark Piotrek wyjął rybę na brzeg. To był piękny moment, padłem na kolana i siedziałem tak dobrą minutę nie mogąc wykrztusić z siebie słowa. Pstrąg był ogromny, największy, najgrubszy, jakiego do tej pory zdarzyło mi się oglądać.

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było sięgnięcie po aparat, w głowie miałem tylko jedno - zrobić sobie kilka pamiątkowych zdjęć. Nie musiałem korzystać z samowyzwalacza, tak jak na poprzednich wyprawach gdy łowiłem sam, kolega i tu spisał się na medal. Po sesji zdjęciowej nastąpiło komisyjne mierzenie - 55cm szczęścia przy 1,8kg wagi.

Na emocje z holu tego pstrąga nie zamienił bym chyba nic innego, nawet 5kg szczupaka. Niesamowite przeżycie, które być może powtórzy się jeszcze kiedyś, za kilka lat, bo takie okazy nie biorą w naszych wodach codziennie.
Łowiliśmy jeszcze przez godzinę, ale jakoś nie mogłem się skupić na wodzie. Myślami byłem cały czas przy niedawnym holu. Powiedziałem, że po czymś takim mogę już przejść na wędkarską emeryturę, ale kto by w to uwierzył...

 

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish