Nowa rzeka - nowe możliwości!!!

Oczy otwierałem szeroko ze zdumienia podziwiając piękno rzeki, nad która przyszło mi stać po raz pierwszy w życiu. Każdy zakręt kończył się przelewem, zwężeniem, dołkiem, zwalonym pniem, przykosą, warkoczem? mógłbym tak wymieniać bez końca. Mógłbym też stać tak bez końca i podziwiać, ale przecież nie po to tu przyjechałem a Adamem. Celem kolejnej naszej wyprawy było zbadanie jak najdłuższego odcinka nowej dla nas wody i zapoznanie się z jej rybostanem.

Nieśmiało wpuszczaliśmy przynęty w brunatną wodę, nie wiedząc za bardzo, co może nas czekać. Każdy wyjazd nad nową wodę dostarcza mi dreszczyku emocji, stanowi wyzwanie. Czy się sprawdzę, czy dopasuję przynęty do rybich gustów, czy będę miał branie, czy uda mi się wyholować rybę. Takie pytania kłębiły się w mojej głowie i tym razem. Poranny przymrozek dał o sobie znać szronem na trawie i obmarzającą lodem żyłką. Słońce z trudem przebijało się przez gęstwinę drzew i krzewów.

Do godziny 10 byliśmy bez brania, odpieraliśmy jedynie zmasowane ataki kleszczy, których dużo przetrwało tegoroczną zimę. Pierwszy kontakt z rybą miałem ja, okołowymiarowy pstrąg zatańczył na woblerku i po kilku ruchach spiął się. Potem Adam na wirówkę wywabił króciaka z wlewu, a następnie mocnym, ponad 40centymetrowym akcentem potwierdził swoją dobrą rękę do spinningu. Czyżbyśmy zaczęli łowić ryby na wspólnych wyprawach? (tego jeszcze nie było).

Zmieniałem przynęty co kilka zakrętów próbując dobrać najodpowiedniejszą. Miałem do wyboru kilkadziesiąt woblerów, Adam zaś wierny pozostał obrotówkom. Na 4cm wabia udało mi się skusić 2 kleniki i 3 niewymiarowe pstrążki. Brań w sumie było sporo, ale nie wszystkie udawało się zaciąć. Wreszcie przyszła pora i na moje ryby. W okularach polaryzacyjnych zobaczyłem, że od dna oderwała się jakaś większa sztuka, jednak nie potrafiłem dostrzec gdzie się zatrzymała. Podałem przynętę w to miejsce i w drugim rzucie nastąpiło silne branie. Pstrąg wziął prawie pod samymi nogami, więc nie musiałem męczyć ryby zbyt długim holem. Po kilku chwilach pięknie ubarwiony kropek był już na brzegu.


Nie zdążyłem jeszcze nacieszyć się rybą, gdy kilkanaście metrów dalej miałem kolejne branie. Tym razem byłem kompletnie zaskoczony, a ryba miała większe pole do popisu. Pięknie walczyła w zwężeniu rzeczki, młynkując energicznie.
Takich połowów się nie spodziewałem, to był naprawdę mocny akcent na zakończenie dnia.

Mit o tym, że jak jedziemy razem na ryby, to żaden z nas nic nie łowi został obalony. Z niecierpliwością czekam więc na kolejną obfitą w okazy wyprawę w nieznane.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish