Pięćdziesiątak bierze tylko raz!!!

Pięćdziesiątak bierze tylko raz, przekonałem się o tym kilkukrotnie podczas ostatnich dwóch tygodni. Czy to słońce, czy deszcz, wiatr czy flauta, duży pstrąg jest cwany i bierze tylko raz.
Piękny wlew ze zwężeniem przed zakrętem. Zawsze dokładnie go obławiam, bo w ubiegłym roku przyniósł mi grubego pstrąga. Podpełzam na skraj wysokiej skarpy i rzucam wobler w nurt. Pięknie pracuje miotany na boki silnym prądem rzeki. Nagle tracę kontakt z przynętą. Ryba zaatakowała z dużym impetem od dołu i przewaliła się pod powierzchnią, pokazując pięknie ubarwiony bok. Spóźniłem zacięcie i tyle go widziałem. Oceniam go na 55+.

Łowię na obrotówkę, gdyż zaczęły roić się owady. Rzeka obiecująco zakręca i tworzy zwężenie. Lubię obławiać takie miejsca, gdyż wiem że pstrągi stoją w nich i czekają aż pokarm sam spłynie im do pyska. Od ciemniejszego w tym miejscu dna oderwała się spora ryba, podpłynęła do przynęty i delikatnie trąciła ją pyskiem. Zaciąłem, lecz bez efektu. Pstrąg jakby zdziwiony nagłym zniknięciem ofiary zawrócił i spłynął z powrotem do swojej kryjówki. Gdy się obrócił do mnie bokiem mogłem go zobaczyć w całej okazałości. Moja ocena 60+.

Obławiam tzw. "kaczy dołek", czyli spore rozlewisko tworzące się na zakręcie rzeki. Gdy wyjmowałem już wobler, spod burty pod moimi nogami startuje do przynęty spory kropek. Trąca wabia i chowa się z powrotem. Nie pomagają zmiany przynęt, sposobu prowadzenia, ani to, że wracam na łowisko po kilku godzinach. Więcej nie udaje mi się skusić go do brania.

Gdy dojeżdżam nad wodę zaczyna akurat padać. Deszcz przyjemnie chłodzi w ten skwarny i duszny dzień. Obławiam opalikowany odcinek rzeki. Czas zrobił swoje i kołki, które miały umacniać brzeg sterczą teraz zalane metr od jego krawędzi. Właśnie spomiędzy tych palików wyskoczył do mojego woblera pstrąg. Potężne targnięcie i po ułamku sekundy świeca nad wodą. Ryba odbiła się z takim impetem, że spadła na przeciwległy brzeg. Po chwili zatańczyła na ogonie i z wielkim pluskiem wskoczyła znowu do wody. Troszkę mnie zatkało, bo ryby do tej pory walczyły ze mną w wodzie. Kolejne targnięcia upewniły mnie, że ryba jest jeszcze na haku. Pstrąg próbowała zaczepić pyskiem o paliki, schować się pod nawisami burt i jeszcze kilku innych sztuczek. Przepłynął około 20 m w górę rzeki, po czym zawrócił i musiałem zbiegać za nim ponad 50m w dół. Trzymałem go na krótkiej żyłce i amortyzowałem wędką, bowiem usilnie próbował wbić się pod nawisy brzegowe. Ta strategia przyniosła efekt i zmęczony ciągłym przebywaniem na środku nurtu pstrąg zaczął słabnąć. Nie miałem dogodnego miejsca do podebrania, więc przeciągnąłem go kolejne 20m w dół rzeki, gdzie brzeg był mniej stromy. Przy trzeciej próbie udało mi się chwycić go za głowę i wyślizgnąć na trawę.

Ufff ale emocje, adrenalina dosłownie parowała mi uszami. Spojrzałem na rzekę, od miejsca gdzie rozpoczął się hol do miejsca podebrania było ponad 100metrów. Nie mogłem się nadziwić, co potrafi zrobić z wędkarzem pstrąg 50+ w doskonałej kondycji.
Zostały mi jeszcze namierzone 3 duże kropki. Czy uda mi się skusić któregoś z nich do brania w tym sezonie, czy po nastaniu upałów zacznę łowić inne ryby, nie wiem. Jedno jest pewne, będę potrzebował dużo cierpliwości, bo pięćdziesiątak bierze tylko raz.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish