Przeprosić się z rzeką
Moja noga więcej tu nie postanie - tak zarzekałem się
jeszcze 2 lata temu, kiedy to po przejściu przez trzciny wzdłuż rzeki
2 km i przepłoszeniu paru małych rybek nie udało mi się zaliczyć ani
jednego brania. Bo rzeka była za wąska, bo wędka była za krótka, bo
było za dużo trzcin, bo bobry pokopały głębokie nory, bo zupa była
za słona... Te i tysiąc innych powodów mogłem podać by usprawiedliwić
swoje niepowodzenie w łowieniu nad tą wodą.
Tak było aż do wiosny tego roku, kiedy to nakłoniony przez Radzia
postanowiłem przeprosić się z rzeką i dać jej jeszcze jedną szansę.

Pierwsze wrażenie kolegi gdy zobaczył gdzie przyjdzie
nam łowić, nie było zbyt optymistyczne, ale skoro już przejechaliśmy
taki kawał drogi, to nie było odwrotu. Rozłożyliśmy wędki i ustaliliśmy
wstępny plan na resztę dnia. Ja idę w dół rzeki, a Radzio tak jak
lubi w górę.
Już w pierwszym rzucie na obrotówkę uwiesił mi się mały kropek. Potem
okazało się, że kolega również miał udany początek, w 2 pierwszych
przeciągnięciach wyjął pstrągi 30 i 31cm. Potem było już tylko lepiej,
co kilka rzutów na wędce meldował się pstrąg. Do prowadzonej środkiem
rzeczki obrotówki ryby startowały spod nabrzeżnych nawisów z wielkim
impetem. To, że za chwilę będzie branie oznajmiała fala rozchodząca
się za atakującą rybą. Sporo brań było pustych, ale wiele razy zdarzało
się, że kropki poprawiały nieudane próby. Wszystkie miały mocno rozwiniętą
płetwę ogonową, widać że musiały wykształcić ją by stawić czoła wartkiemu
nurtowi rzeki.

Łowienie było by bardziej komfortowe, gdyby nie setki
kleszczy, które czaiły się na ofiary na resztkach ubiegłorocznych
trzcin. Co 100metrów musiałem zatrzymywać się i strzepywać z siebie
po kilka osobników tych małych krwiopijców. Pstrągarze powinni mieć
wpisaną boleriozę do listy chorób zawodowych, tak jak leśnicy ;)

Pierwszego konkretnego kropka złowiłem po godzinie od
pojawienia się nad wodą. Wziął w zwężeniu rzeki, w miejscu gdzie nurt
wyżłobił ładną jamkę. Początkowo myślałem, że to kolejny króciak,
ale ryba szybko wyprowadziła mnie z błędu i pokazała jak się powinno
jeździć na ogonie.


Kolejne hole były nie mniej emocjonujące, wreszcie mogłem
porządnie przetestować nową wędkę, bo ryby brały jak na zawołanie.
W sumie w ciągu dnia wyjąłem 4 pstrągi ponad 35cm, około 10 maluchów
i zaliczyłem ponad 15 niezaciętych brań. Na okrasę wyjąłem 2 niewielkie
okonie, które szykują się właśnie do tarła.Radzio miał podobne wyniki
- 15 pstrągów i kilkanaście brań, a na okrasę krótki szczupaczek.

Ten dzień nie mógł zakończyć się dla nas lepiej.