ZAWSTYDZILIŚMY WYDRĘ
Dzień zaczęliśmy od wypychania samochodu, którego kierowca
nieopatrznie wjechał na pobocze pełne mokrych, śliskich liści i zsunął
się do rowu. Na szczęście cala akcja ratownicza nie trwała długo i
mogliśmy bez przeszkód udać się nad rzekę. Mały rowek z wodą, dzielący
nas od łowiska, przeszliśmy w spodniobutach i rozpoczęliśmy łowienie.
W ruch poszły paproszki, jedynie te przynęty zabraliśmy
ze sobą na łowisko, gdyż o tej porze roku okonie i jazie dobrze na
nie reagują. Pierwszą rybę zaciął Adam, hol trwał dość długo, bo testowany
był nowy kijek i nie do końca było wiadomo, czego można się po nim
spodziewać. Trochę się zdziwiliśmy, gdy pod powierzchnią błysnął bok
i płetwa leszcza.

Kolejną rybą Adama był piękny okoń, zacięty na paproszka
zawieszonego na 2g główce.

Przez cały czas łowienia padał rzęsisty deszcz, nie
pomagało nam to ani trochę, ale za to ryby żerowały wyśmienicie. W
międzyczasie łowiliśmy drobniejsze okonie, było parę obcinek.
Przyszedł czas na moją rybę, jaź walczył dzielnie, ale podbierak muchowy
który noszę prawie na każdym wyjeździe, pomógł w lądowaniu.

Po zmianie burty na zalane przybrzeżne trawy, Adam zaciął
rybę dnia. Był pewny, że holuje szczupaka, jednak w mętnej wodzie
nie można było ocenić na 100% co to za okaz. Dopiero po kilku chwilach
udało mi się rozpoznać, że zdobyczą jest medalowy jaź.

Żadna wydra nie powstydziła by się takiej skuteczności.
ARTFISH