WYSYP PIĘĆDZIESIĄTEK

To miała być typowa wyprawa w poszukiwaniu karasi nad Siemianówkę. Jak co roku w kwietniu staram się zlokalizować w zalanych trawach stada tych ryb, bowiem łowienie ich na przynęty powierzchniowe "na macanego" lub na mini obrotówki stanowi nie lada frajdę.
Zimne noce nie zachęciły ryb do wyjścia na płycizny i po godzinie bezowocnych poszukiwań postanowiliśmy zmienić łowisko. Zasiedliśmy nad mapą i wytypowaliśmy odcinek nowej dla nas rzeki, gdzie powinny czaić się grube pstrągi.
Po dotarciu na miejsce wyjęliśmy kanapki i zasiedliśmy do drugiego śniadania by posilić się przed czekającym nas długim marszem. Okazało się, że nie tylko my mieliśmy wilczy apetyt. Adam siedzący twarzą w stronę rzeki wykrzyknął - zobacz, ale zebrał! Rzeczywiście w miejscu zbioru pojawiło się duże oczko na wodzie. Było to na wlewie przed zakrętem, co świadczyło o tym, że ryba jest aktywna i wyszła z kryjówki na żer. Po chwili ruszyliśmy na łowy. Pozostawiłem koledze namierzoną rybę a sam zająłem się obławianiem przelewu powyżej. Nie zdążyłem wykonać drugiego rzutu gdy usłyszałem - SIEDZI!

Podbiegłem na pomoc z podbierakiem, który okazał się niezbędny do lądowania przepięknego pstrąga potokowego. Ryba na szczęście parła cały czas pod prąd, co znacznie ułatwiło jej hol. Ależ to była radość, niecodziennym jest złowienie takiej bestii w pierwszym rzucie.
Po przejściu około 500m "na zakładkę" tj. zostawialiśmy sobie po 1zakręcie do obłowienia, do mojego woblera wyszedł spod burty pstrążek ok 35cm. Gdy ponowiłem rzut, z tego samego miejsca podniósł się kaban ponad 50cm i trącił przynętę zamkniętym pyskiem nie zacinając się. Przysiadłem z wrażenia i zawołałem Adama. Klęcząc nad kryjówką pstrąga zmienialiśmy przynęty i próbowaliśmy skusić go do brania. Kilkukrotnie ryba podniosła się do woblera, jednak nie ponowiła ataku.

Miejsce było trudne technicznie, bowiem za skarpą tworzyło się załamanie nurtu, w którym przynęta przestawała pracować, a wtedy pstrąg chował się w swojej kryjówce. Kolega już dawno zrezygnował, sugerując bym pozostawił rybę i spróbował w drodze powrotnej, ja jednak uparcie zmieniałem przynętę za przynętą. Po ponad 20minutach spędzonych w tym samym miejscu, założyłem obrotówkę która dała mi niejednego dużego kropka. Zanurzyłem szczytówkę w wodzie by zniwelować wsteczne prądy i opuściłem przynętę na około 1m pod powierzchnię. W krystalicznie czystej wodzie widziałem jak obraca się skrzydełko. Zdążyłem zaledwie mrugnąć gdy obrotówka znikła, a w jej miejscu pojawił się pstrąg. Odruchowo zaciąłem i na krótkiej żyłce rozpocząłem hol. Miękka wędka zamortyzowała młynki i zryw ryby i już po chwili miałem ją na brzegu. Cóż to był za okrzyk radości, tak wypracowany pstrąg daje 100% większą satysfakcję.

Dwie godziny później łowiliśmy już idąc pod prąd. Ograniczeni czasem poznaliśmy jeszcze około kilometra rzeki gdzie piękne i dzikie pstrągi pokazały na co je stać. Jeden z nich wypasiony pięćdziesiątak dał mi nieźle popalić nie dając się podciągnąć do brzegu.
Zamiast planowanych karasi wyprawa okazała się być pstrągowym wyjazdem życia. Chwilo trwaj...

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish