SĄ JESZCZE TAKIE MIEJSCA...

Są na Białostocczyźnie jeszcze takie miejsca... dzikie, odludne, nieskażone ludzką działalnością. Są takie odcinki rzek, gdzie wędkując przez cały dzień, nawet w weekend nie spotkam żywej duszy. Niewielkie cieki wodne zapomniane przez wszystkich, leniwie toczące swe wody pośród pól i łąk.
Jadąc nad taką wodę wybieram jak najmniej dostępne odcinki, gdzie od zaparkowanego auta do łowiska czeka mnie kilkunasto lub kilkudziesięciominutowy marsz. Mam wtedy pewność, że będę mógł cieszyć się obcowaniem z przyrodą w ciszy i skupieniu. Ryby nad taką wodą powinny rzucać się na każdą podaną im przynętę, jednak tak nie jest. Nieraz zmuszony byłem do wnoszenia się na szczyt moich wędkarskich umiejętności lub do stosowania najwymyślniejszych sztuczek by w krystalicznie czystej wodzie skusić rybę do brania.


Nad wodą byłem zaraz po wschodzie słońca. Poranny przymrozek nie napawał mnie optymizmem, bowiem chciałem nastawić się na tzw. Białe drapieżniki tj. klenie i jazie. Słońce szybko podniosło temperaturę i około godziny ósmej zaczęły się pierwsze brania. Na dobry początek złowiłem na 5cm wobler w naturalnych barwach niewielkiego klenia. Na kolejnym zakręcie miałem wyjście do tej samej przynęty dużego jazia, ale tylko powąchał od dołu wobler i leniwie opadł w ciemną głębinę na jamce, którą zamieszkiwał. Szybko zmieniłem przynętę na identyczną, lecz o 2cm mniejszą. Kolejny zakręt przyniósł mi dwa bardzo energiczne brania jazi, które zakończyły się holami ryb do 46cm. Ryby brały na wobler sprowadzany wachlarzem w poprzek zakrętu lub na przytrzymany przez dłuższą chwilę w nurcie. Zazwyczaj nie stały w silnym nurcie, a trzymały się zatoczek ze spokojniejszą, prawie stojącą wodą. Miejsca, których nie byłem w stanie obłowić małym woblerkiem próbowałem przeczesać obrotówką. To był strzał w dziesiątkę. Obrotówka nr3 nie gasła nawet w wolnym nurcie, można było ją poprowadzić głębiej niż mały wobler, a jazie tego dnia biły w nią bardzo pewnie.

Kolejne godziny przyniosły mi ryby w postaci dwóch okoni, klenia, szczupaka oraz kilku przepięknych, wypasionych jazi. Jako ciekawostkę podam, że jazie złowiłem z 30cm najcieńszym przyponem, a mimo to ryby brały bardzo pewnie. Odległościówka 4,20m pięknie amortyzowała ich zrywy i hamulec kołowrotka nie zaterkotał ani razu. Obławiałem każde miejsce dość dokładnie, grążele nie zdążyły jeszcze przykryć rzeki i była ona w całości dostępna. O godzinie 15.00 nie byłem dalej niż 1,5km od miejsca staru. W drodze powrotnej rzuciłem jeszcze kilkukrotnie w miejscach, gdzie wcześniej miałem wyjścia lub niezacięte brania i udało mi się skusić dwa jazie, w tym najdłuższego w całym dniu - 48cm.
Ciekaw jestem czy uda mi się na kolejnej wyprawie złowić jazie ponad 50m. ryby ocierające się o tą długość w ubiegłym roku wypuszczałem, więc teoretycznie powinno się udać. Dobrze, że są jeszcze takie miejsca...

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish