ZAKOŃCZENIE SEZONU
Byłem pewien, że to już koniec sezonu 2011, starorzecza
stały skute 5cm grubości lodem i nic nie zapowiadało zmiany na lepsze.
Nagła i niespodziewana odwilż zmieniła jednak wszystkie moje plany.
Na dwa dni przed końcem roku postanowiłem spróbować jeszcze raz zapolować
na drapieżniki.
Standardowo o świcie pojawiłem się nad wodą. Po lodzie nie został
nawet ślad, ale rzeka wylała i to dość mocno, jedynie na trzcinach
pozostały ślady po wiosennych roztopach mówiące mi, że skok o jeszcze
co najmniej pół metra w górę nie powinien być niczym nadzwyczajnym.
Ze względu na podwyższoną wodę przez cały czas łowiłem w spodniobutach
neoprenowych. W miejscach gdzie kiedyś brał szczupak za szczupakiem,
obecnie woda przelewała się dość wartko i ryby przeniosły się na spokojniejsze
miejsca. Pierwsze branie miałem dopiero po godzinie na 8cm kopyto
prowadzone wolno na 4g główce. Szczupak 51cm ładnie zawalczył na delikatnej
wędce. Później przyszła kolej na serię króciaków i kolejnego zębatego
54cm. Stojąc w wodzie sięgającej za uda i rzucając ciągle w tym samym
miejscu dołowiłem jeszcze szczupaka 61cm. Wszystkie ryby mierzę dopiero
po wyjściu na brzeg i zmianie miejsce łowienia, a do tego czasu pływają
one w moim podbieraku.

Przesunąłem się o około 50 metrów dalej i kontynuowałem
łowienie. W międzyczasie urwałem kilka przynęt, próbowałem podciągnąć
siatkę kłusoli ale rozciągnięta była zbyt daleko od brzegu, miałem
kilka niewykorzystanych brań podczas wyjmowania gumy z wody. Hole
kolejnych ryb mierzących 51,53cm i w końcu rodzynka 68cm rozpaliły
mnie do czerwoności.

Po kilku godzinach dotarłem na zakręt, gdzie dość często
trafiały mi się okonie. Zmieniłem szpulkę w kołowrotku z żyłką 0,20mm
i założyłem paprocha na 5g główce. Już w drugim rzucie miałem branie
z opadu zakończone o dziwo holem zębatego 56cm. Po pół godzinie bez
okoniowego brania założyłem większe kopyto i od nowa przeczesywałem
zakręt. Agresywne branie wleczonej po dnie gumy i kolejny wymiarowy
szczupak ląduje w moim podbieraku.
Na trzy godziny przed zachodem słońca wzmógł się wiatr. Dotarłem do
następnego miejsca, gdzie dość często poławiałem okonie. Miałem kilka
brań pasiaków zakończonych holami, ale żaden nie był większy niż 23cm.
Na koniec dołowiłem jeszcze ósmego wymiarowego szczupaka 52cm i zakończyłem
tym samym, na dobre, sezon 2011. Przychodzi mi do głowy pomysł znakowania
w jakiś sposób wypuszczanych ryb. Z czystej ciekawości chciałbym wiedzieć
ile razy udaje mi się złowić te same okazy. Tym czasem pozostaje mi
czekać całe trzy dni na otwarcie nowego sezonu 2012, tym razem już
na pstrągach..
ARTFISH