OKONIOWE ŻNIWA
Aż do połowy listopada namierzałem szczupaki na biebrzańskich
starorzeczach. Nie było potworów, ale zdarzyły się sztuki do 75cm,
czyli ryby które mogą już odrobinę podnieść ciśnienie i sprawić dużo
radości podczas holu. Łowiłem dość delikatnym sprzętem. Wędka odległościowa
Shimano Alivio 390m, kołowrotek Shimano Stradic z żyłką 0,20mm. Wędka,
która nie do końca sprawdziła mi się podczas połowów na rzece o dziwo
spisywała się rewelacyjnie na wodzie stojącej. Doskonale amortyzowała
zrywy nawet dużych szczupaków tak, że hol mógł się odbywać w zasadzie
bez udziału hamulca kołowrotka. Dodatkowym jej aytutem była jej lekkość
i po całym dniu łowienia nie bolała mnie ręka.

Dni są coraz krótsze, więc łowienie trwało od świtu
o godzinie 6-7 aż do 15-16. Wyjeżdżałem więc i wracałem z łowiska
po ciemku. Najintensywniejsze brania były zazwyczaj z samego rana
maksymalnie przez dwie godziny, potem trzeba było się bardziej postarać,
pokombinować z wielkością i kolorem przynęty, ze sposobem prowadzenia.
Szczupaki często brały przynętę z opadu, co wymuszało zastosowanie
lekkich główek. Gdy porządnie zmroziło, zębacze zgrupowały się na
głebszych zakrętach, gdzie by dotrzeć do dna musiałem zastosować główkę
dwukrotnie cięższą niż ta której używałem na zielu. Gdy zmniejszałem
rozmiar przynęt, często atakowały ją okonie. Nie były to jednak ryby
ilościowo i jakościowo mnie zadowalające. Nasuwało się pytanie, co
zrobić by połowić do woli okoni. Przecież to już jesień, najlepszy
czas ich połowu na małe przynęty. Rozwiązanie nasunęło się samo. Kolega,
z którym wymieniamy informacje o tym co się dzieje nad wodą, sprzedał
mi miejsce w którym sam połowił grubych okoni. Zanim doszło do wyjazdu
minął dobry tydzień. Nad wodę zabrałem tylko małe i średnie przynęty
oraz wklejankę o długości 3,00m z kołowrotkiem i żyłką 0,16mm. Tuż
przed południem rozpocząłem łowienie. Przez prawie dwie godziny kombinowałem
z doborem przynęty, wagą główki i sposobem prowadzenia. Widziałem
żerujące na drobnicy okonie, ale one nie chciały współpracować. Przełom
nastąpił po założeniu 3cm kopytka na 3g główce i sprowadzaniu go z
płycizny w stronę dołka.


Kopytko opadało wzdłuż stoku, a brania następowały jedynie
u jego podnóża. Po wyjściu na prostą można było zapomnieć o jakichkolwiek
braniach. Małe okonki atakowały przy szczycie wzniesienia, zaraz po
rozpoczęciu opadu, a większe pod koniec. Na podawane przynęty reagowały
tak słabo, że zrezygnowałem z użycia małej agrafki z krętlikiem i
główkę wiązałem bezpośrednio do żyłki. Dopiero wtedy rozwiązał się
worek z rybami i jeszcze przed zmierzchem, przez ostatnie dwie godziny
udało mi się złowić około dwudziestu okoni. Regułą były ryby w przedziale
około 20-24cm, większe trafiały się rzadko, podobnie jak 10-12cm sieczka.
Ostatniego okonia złowiłem już po ciemku i po jeszcze kilku kontrolnych
rzutach zwinąłem sprzęt i pojechałem z powrotem do domu.
ARTFISH