SZCZUPAKOWE OSTATKI
Mając w pamięci ubiegłoroczną końcówkę sezonu, śnieżny
i mroźny grudzień, byłem gotów do złożenia wędek w szafie i oczekiwania
na pierwsze pstrągowe łowy. Kilkukrotnie zdarzyło się, że po dojechaniu
nad wodę całowałem przysłowiową klamkę i musiałem zawracać. Wystarczał
bowiem już 2-3 stopniowy mróz by wychłodzona woda zamarzła uniemożliwiając
dostęp do ryb.




Pogoda okazała się być jednak bardzo łaskawa, temperatura
wzrosła do kilku stopni na plusie, zarówno w dzień jak i w nocy, co
pozwoliło wodzie ożyć. Spadły długo oczekiwane deszcze i poziom rzek
wzrósł o kilkadziesiąt centymetrów. Początkowo do łowienia wystarczały
wodery, w połowie grudnia konieczne były już spodniobuty. By dojść
do ciekawszych miejsc musiałem brodzić w wodzie sięgającej ud nieraz
kilkadziesiąt metrów. Sam dojazd nad wodę też był mocno utrudniony.
Przejedna do tej pory polna droga stała się na tyle mokra, że po jednej
z prób jej sforsowania, zakończonej co prawda sukcesem, powiedziałem
sobie dość. Mój samochód, pomimo że nie obciążony, mielił łąkę a błoto
w dużej ilości lądowało na jego dachu. Były momenty kiedy widziałem
się idącego do najbliższej wioski po traktor, ale jakimś cudem łapałem
przyczepność i wyjeżdżałem z błotnistej mazi. Od tamtego momentu jeszcze
trzykrotnie pokonywałem dwukilometrowy dystans dzielący mnie od łowiska
pieszo. Marsz w woderach nie był problemem, ale w spodniobutach neoprenowych
nagrzewałem się niemiłosiernie. W zimnej wodzie neopren pokazywał
jednak swoją przewagę. Wróćmy jednak do ryb.



Byłem przekonany, że połowię okoni, jednak chyba ze
względu na przeogromną ilość szczupaków, które nawiedziły "moje"
starorzecze, okonie trzymały się od niego z daleka lub po prostu bardzo
niechętnie ujawniały swoją aktywność. Udawało mi się co prawda łowić
po kilka, kilkanaście okoni, jednak główny cel moich połowów stanowiły
szczupaki. Podczas najmniej udanego wyjazdu złowiłem tylko jednego
szczupaka ponad 50cm i około 6 krótkich. Najbardziej obfity połów
to 10 szczupaków wymiarowych i kilkadziesiąt maluchów. Nie było okazów,
ale jesienne sztuki ponad 65cm to już coś. Jeżeli zdarzyło się, że
zabrałem któregoś w celach konsumpcyjnych, to okazywało się, że w
brzuchach mają ryby w postaci stynek, piskorzy lub po prostu innych
małych szczupaków. Dwudziestego grudnia będzie już po wszystkim, nadchodzą
kilkustopniowe mrozy, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Zbliżają się święta, do których trzeba się przygotować, pobyć z rodziną.
Po świętach można będzie pomyśleć o pozbyciu się zbędnych kalorii
i o pierwszym i ostatnim w tym roku wyjeździe na sandaczowe łowy na
Narew poniżej Wizny.
ARTFISH