Zdążyć przed miejscowymi
Od lat trwa wyścig pomiędzy wędkarzami, a miejscowymi
kłusownikami. Gdy kończy się lato i zaczynają się pierwsze przymrozki,
ziele porastające szczelnie starorzecza zaczyna opadać i gnić odsłaniając
dostęp do wody, a co za tym idzie również do ryb. Kolor wody zmienia
się na brunatny, ale to nie jest istotne, wystarczy zastosować jaśniejszą
przynętę. Za 2-3 tygodnie woda będzie krystalicznie czysta, ale nie
trzeba czekać aż tak długo, okonie i szczupaki żerują już w najlepsze.


Na moment opadnięcia ziela czekają również miejscowi
kłusole. Nie muszą wypłaszać ryb z kryjówek, wystarczy że przepłyną
pychówka i już po chwili siatka jest pełna. O ich działalności świadczą
resztki ziela i korzeni grążeli zmieszanych z błotem i wywleczonych
na brzeg. Gdy zastaniemy taki obrazek nad wodą, wtedy wiemy że nie
zdążyliśmy, przegraliśmy odwieczny wyścig - MY czy ONI. Trzeba wtedy
czekać mniej więcej miesiąc na porządne przymrozki i wejście nowych
ryb na zimowiska.


Razem z Szostem pojechaliśmy na początku października
by sprawdzić czy jest szansa połowić na biebrzańskich bajorach. Od
kilku lat ze względu na wysoki stan wody nie mogłem tam nawet podejść,
nie mówiąc o skutecznym podaniu przynęty. Tym razem samochodem podjechaliśmy
nad samą wodę. Już pierwsze rzuty gumkami i obrotówkami przyniosły
brania krótkich szczupaków, potem przyszła kolej na okonie. Ja łowiłem
dłuższą wędką, co dawało mi dostęp do większej ilości miejsc, pomimo
to Szost łowił więcej okoni na obrotówki niż ja na gumki, wobec czego
zdecydowałem się na zmianę przynęty.




Już w pierwszym rzucie holowałem wymiarowego szczupaka.
Miałem problem z przeciągnięciem go przez cztero metrowy pas grążeli
oddzielający mnie od czystej wody, ale już po chwili ślizgiem dojechał
do brzegu. Później przyszła kolej na serię okoni Szosta. Gdy brania
ustały przeszliśmy kilkanaście metrów dalej. Na rozwidleniu starorzecza
posłałem obrotowkę Effzett nr 2 pod drugi brzeg i zacząłem wolno zwijać.
Gdy podnosiłem wędkę by wyjąć przynętę nastąpiło atomowe branie. Na
krótkiej żyłce szczupak miotał się wyginając pięknie wędkę. Wydawało
mi się, że jest to standardowy sześćdziesiątak, więc hol był krótki
i siłowy. Kolega wziął ode mnie podbierak i sprawnie zagarnął cętkowanego.
Dopiero wtedy zobaczyłem go w całej okazałości - pięknie ubarwiony
i spasiony jesienny szczupak.

Pogoda była piękna, latało babie lato, świeciło słońce i niezbyt mocno
wiało. Obławialiśmy dość dokładnie kolejne obiecujące miejsca, co
przyniosło Szostowi kolejne ładne okonie, a mi dwie wzdręgi, z których
jedna wzięła na obrotówkę, a druga na seledynowego paproszka.
Kolejna seria okoni poparta wymiarowym szczupakiem kolegi zakończyła
nasz pobyt nad wodą. Nie udało się nam obłowić całego starorzecza,
ale to nic bo został spory kawałek wody do obrzucania i powód by tam
wkrótce powrócić. Co ważniejsze ryb jest całe mnóstwo, co znaczy tylko
jedno - udało nam się zdążyć przed miejscowymi.
ARTFISH