CZAS NA KLENIE

Już dawno nie widziałem o tej porze roku takiej niżówki. Co prawda po ostatnich deszczach woda nieco się podniosła, niewiele bo o około 30cm, ale to zawsze coś. Do tego doszło delikatne zmącenie. Wymywane z brzegów robaki, żuki i inne małe żyjątka wpłynęły dobrze na żerowanie ryb. Pierwszego dnia po zakończeniu intensywnych opadów deszczu wybrałem się z Adamem na pobliską rzekę by sprawdzić czy uda nam się rozruszać niemrawe do tej pory ryby.

Ostatnio, gdy łowiłem na Biebrzy, intensywny żer zaczął się dopiero po południu, ze względu na chłodną noc, która nie wpłynęła dobrze na samopoczucie ryb. Nie spieszyliśmy się nad wodę i łowienie rozpoczęliśmy około godziny 10:00. W rzece było jeszcze sporo ubiegłorocznego ziela, ale widoczne były też pędy świeżych liści grążeli. Na odcinku leśnym zakwitły przylaszczki. Ten czas jest najlepszy na grube pstrągi, ale czy dane nam będzie jakiegoś dziś złowić?
Adam już na starcie był niezadowolony. Pomylił szpulki w kołowrotku i do dyspozycji miał tylko starą 0,16mm. Ten błąd miał być przyczyną jego dzisiejszej porażki. Wszystkie ryby jakie holował tego dnia, a było ich niemało, spadły w pierwszej fazie holu. Kilka ładnych kleni, 2 szczupaki, wszystko odzyskało wolność w uczciwej walce. Mi też spadło parę ryb, ale nie były to ilości hurtowe. Wniosek jest prosty, na małej rzece nie opłaca się łowić delikatnie, ryby wykorzystują każdy błąd i brak zdecydowania w holu i same potrafią wywalczyć sobie wolność. Żyłka 0,20mm jest w takich warunkach optymalna, a i wędka nie może być zbyt miękka, by umożliwić podciągnięcie w wartkiej wodzie, rozszalałej, nierzadko ponad 50cm ryby.

Na jednym z zakrętów mieliśmy na zmianę kilka mocnych brań, ale żadne nie zakończyło się udanym zacięciem. Dopiero wyjście z tego zakrętu zakończone jamką i piaszczystym wypłyceniem niewiele dalej, obdarzyło mnie dwoma kleniami. Pierwszy ponad 40cm wziął z takim impetem, że odległościówka wygięła się w pół od samego uderzenia. Drugi, mniejszy zmylił mnie sposobem swojej walki, murował do dna i pływał statecznie jak szczupak.
Na prostych odcinkach pomimo wyższej odrobinę wody, nie dało się łowić. Wszechobecne ziele uniemożliwiało poprowadzenie chociażby niewielkiej obrotówki. Dopiero burty i zakręty w ich pobliżu otwierały szersze pole do popisu. Ryby atakowały wobler przytrzymany za zielem lub spływający wachlarzem z głębszej strony zakrętu do płytszej. Tak było też w przypadku największej tego dnia ryby. Po minucie holu kleń wpłynął w ziele, a ja nie chcąc go stracić przez siłowe rozwiązanie, dałem mu całkowity luz i po kilku chwilach mogłem dalej cieszyć się holem, bowiem ryba sama wypłynęła z zaczepu. Po podciągnięciu na płytką wodę zobaczyłem jak duży jest ten okaz. Adam zrobił mi kilka zdjęć z grubaskiem, poczym delikatnie go wypuściłem.

Na koniec kompan holował szczupaka, ale ten po efektownym salcie, uwiecznionym zresztą na kręconym przeze mnie filmie, wypiął się. Pięćdziesiąt metrów dalej miał kolejne branie, ale wobler wyjął bez dolnej kotwiczki. Zawiodło kółko łącznikowe. Ja spróbowałem swoją przynętą w tym samym miejscu i już po chwili holowałem szczupaka ponad 50cm. W pysku nie miał on jednak utraconej wcześniej kotwiczki.
Około 14:00 zakończyliśmy wyjazd. Chyba znowu wróciły czasy, kiedy to na wspólnych wyprawach tylko jeden z nas łowił ryby. Może czas to zmienić, już planujemy kolejny wspólny wyjazd.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish