BIEBRZAŃSKIE OKONIE

Dolna Biebrza jak zwykle późno wróciła do koryta. W Jagłowie mogłem łowić swobodnie już w połowie kwietnia, zaś w przyujściowym odcinku brzegi stały się dostępne dopiero na początku czerwca. Ryby nie niepokojone przez ponad pół roku żerowały wyśmienicie, co potwierdzały doniesienia znajomych wędkarzy.

Do łowienia wybrałem mniej dostępny brzeg. Ponad kilometrowej długości spacer dzielił mnie od rzeki. Przedzierałem się przez wysokie trawy, trzciny i nie do końca wyschnięte biebrzańskie mokradła. Co chwilę nad głową przelatywały mi rybitwy, łabędzie i czaple. Gdy mijałem pierwsze starorzecze do lotu poderwały się dziesiątki gęsi. Uparcie parłem do przodu, nie niepokojony przez komary ani meszki. Wiosna i lato w tym roku nie umożliwiło tym owadom wylęgu i nawet wczesnym rankiem nie trzeba było obawiać się ich ukąszeń.

Rzeka na tym odcinku prawie nie zarasta, więc łowienie nie stwarza większych kłopotów. Miejsce z większa ilością roślinności daje schronienie rybom, to samo tyczy się skarp, które osunęły się do wody i są obmywane przez nurt. W ich cieniu można złowić okonia, szczupaka lub jazia.
Zacząłem łowić na obrotówki i już od samego początku była to moja przynęta nr1. Ze środka rzeki nie miałem brań, ale prowadzoną pod prąd w pobliżu brzegu okonie atakowały bardzo zajadle. Kilka razy rzuciłem w górę rzeki i szybko sprowadziłem wirówkę do siebie. Ten manewr ku mojemu zaskoczeniu przyniósł mi nie okonia, ale ponad 60cm szczupaka. Później łowiłem już wyłącznie różnej wielkości okonie. Kilkaset metrów pustych zupełnie bez brania, potem miejsce, z którego wyciągałem 5-6 okoni po 20-25cm i dalej kilkaset metrów na pusto. Brania były bardzo pewne, a zacięte okonie uparcie próbowały schronić się w roślinach przy brzegu. Niska woda i wysoki brzeg uniemożliwiały mi podbieranie ryb ręką, więc wszystkie lądowałem na tzw "klatę" czyli po podciągnięciu do siebie podnosiłem energicznie wędką do góry.

Upał wzmagał się z godziny na godzinę. Gdy rano wyruszałem w spodniobutach, byłem zadowolony, że nie moczę ubrań w pokrytych rosą trzcinach, a teraz żałowałem że nie mam możliwości zrzucenia z siebie zbędnego balastu. Dobre brania okoni wynagradzały mi trudy pobytu nad wodą. Najwięcej ryb wyjąłem z napływu na przechodzący przez całą rzekę przelew. Kolejnym doskonałym łowiskiem okazał się niewielki cypel utworzony przez oberwaną burtę. Dziesięć metrów dalej był zatopiony stary krzak i to właśnie spod niego wyskakiwały największe, ocierające się o 30cm okonie.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish