OSTATNI RZUT

Półtora miesiąca postu, od połowy stycznia, to zdecydowanie za dużo. Nic na "P" - zero Przycinania, zero Pompowania, zero Podbierania. Nie żeby ryby nie chciały, po prostu nie było się do nich jak dobrać. Bo to mróz -30*C, bo to śnieżyca, a niedawno jeszcze - bo woda za wysoka... zawsze coś stało na przeszkodzie.
Pierwszego marca nie wytrzymałem i wyruszyłem. Chciałbym powiedzieć, że wyruszyłem w nieznane, ale co może być nieznanego w miejscu gdzie co roku łowię kilkanaście razy.
Nieśmiało wjechałem do lasu, kilka razy wychodziłem z auta by sprawdzić, czy droga jest aby na pewno przejezdna. Ziemia była jednak wystarczająco mocno zmarznięta by umożliwić mi swobodny dojazd na łowisko. Śnieg zalegał tylko w zacienionych miejscach, ale było go dosłownie kilka centymetrów.
Łowienie rozpocząłem od długiej prostej, na której dość często miewałem o tej porze roku ryby. Nie było ich jednak ani tu, ani na zakręcie ani też na kolejnej prostej. Przynęty zmieniałem średnio co pół godziny, a pierwsze branie miałem dopiero po trzech godzinach spędzonych nad wodą. Wobler przytrzymany przez dłuższą chwilę w miejscu gdzie tworzyła się cofka z zawirowaniami wody, skusił niewielkiego szczupaka. Już kilka chwil później holowałem następnego, ale przecież nie po to tu przyjechałem. Celem mojej wyprawy były ryby w kropki.
Na mojej wędce znalazł się "wesoły bananek" - 4cm wobler o zwariowanej akcji, który przyniósł mi już niejedną rybę. O dziwo już w pierwszym rzucie miałem branie, po którym nastąpiła seria młynków w wykonaniu okołowymiarowego pstrąga. Cóż za trafny wybór przynęty pomyślałem. Rzucałem pełen nadziei, ale czar prysł po prawie dwóch godzinach bez brania. Nie pozostawało już nic innego jak pójść na całość. Duża przynęta powinna dać dużą rybę. Sprawdzony w walce 7cm wobler Salmo poszybował w dal by po chwili opaść na wodę i rozpocząć agresywną pracę. Powoli zbliżał się wieczór i traciłem nadzieję na kolejną rybę. Rzucałem jednak rozważnie i w skupieniu, powoli zbliżając się do końca założonego wcześniej do obłowienia odcinka. Po raz ostatni posłałem wobler do rzeki i po ściągnięciu do siebie odwróciłem się na pięcie i już miałem odchodzić. Coś mi jednak podpowiadało by wykonać ten na prawdę ostatni rzut.

Branie było podobne do tych szczupakowych, miękkie z najazdem na przynętę, ale już po chwili wiedziałem, że mam na kiju rybę, na spotkanie której tu przyjechałem. Ponad 10 metrów kręcenia młynków w wykonaniu pięknego pstrąga to jest to, na co czekałem. Długa wędka odrobinę utrudniała mi podebranie, ale z drugiej strony pozwalała utrzymać go z dala od brzegu pełnego trzcin i zaczepów. Kropek kilkukrotnie wymykał się z podbieraka i odbijał w kierunku środka rzeki. Po zimie nie był jednak w pełni sił i udało mi się go pokonać. Pamiątkowe zdjęcie zakończyło nasze spotkanie.
Czasem warto jest pójść na całość, a na koniec wykonać ten jeszcze jeden, na prawdę ostatni rzut.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish