WIOSNA IDZIE

Wiosna przyszła o wiele wcześniej niż zwykle. O tej porze, rok wcześniej pamiętam, że siedziałem w domu i czytałem gazety wędkarskie, gdyż łowienie było jeszcze nie możliwe ze względu na siarczysty mróz i pokrywę śnieżną sięgającą za kolano. Teraz w połowie marca słychać nawoływania żurawi, widać przelatujące stada gęsi i spacerujące po łąkach bociany. Kleszcze wygrzewają się na suchych ubiegłorocznych trawach, a na brzegach rzek skaczą żaby. Rośliny jeszcze czekają, ale na pewno lada dzień będzie można zrywać pierwsze bazie.
Korzystając z pierwszych cieplejszych dni pojechałem nad rzekę by poczuć ten wczesnowiosenny klimat. Sprzęt do połowu niezmiennie ten sam tj. wędka odległościowa ze skróconym dolnikiem Mikado HI-KEVLAR CRYSTAL Match 420, kołowrotek Team Dragon z nową żyłką 0,20mm i do dzieła. Woda była odrobinę podniesiona, ale za to wyjątkowo czysta. W okularach polaryzacyjnych widać było dno na głębokości ponad 1m. Zrezygnowałem z założenia nawet najcieńszego przyponu, a na agrafce zawisł 5cm wobler o agresywnej ogonowej akcji w naturalnych barwach. W miejscu gdzie zaczynałem łowić mogłem liczyć na spotkanie z okoniem, szczupakiem, kleniem, jaziem, pstrągiem czy nawet boleniem. Nie sposób przewidzieć, jaką rybę uda się skusić do brania i ten element niepewności dodaje smaku każdej wędkarskiej przygodzie.

Po obłowieniu niewielkiego, bo 100 metrowego odcinka rzeki doczekałem się pierwszego brania. Wobler postawiony w nurcie przy brzegu skusił pięknego i grubego klenia. Kilka młynków i ślizgiem na brzeg, nawet nie musiałem używać podbieraka. Chyba ze względu na zimną jeszcze wodę ryba nie walczyła zbyt agresywnie. Obdzwoniłem kilku znajomych, żeby się pochwalić zdobyczą i poinformować, że już gryzą i zabrałem znowu do łowienia. Na kolejne branie nie musiałem długo czekać. Za niewielkim cypelkiem na pograniczu wartkiej i stojącej wody, spod zalanych traw wyskoczył całkiem spory jazik. Regułą było, że wobler musiał być zatrzymany w miejscu na kilka sekund, wtedy dopiero następowało branie. Takie łowienie wymaga cierpliwości, bo odcinek o długości 1km obławia się prawie cały dzień. Po tej drugiej rybie skoncentrowałem się maksymalnie. Każdy rzut, każde przeprowadzenie przynęty było dokładnie przemyślane. Moja cierpliwość została wynagrodzona holami kolejnych kleni. Wiatr, który początkowo przeszkadzał mi w łowieniu, ustał i zza gęstych chmur wyszło słońce. Na ten sygnał jakby czekały chruściki, które masowo rozpoczęły rójkę. Ociepliło się, ale wtedy też ustały brania. Przez ostatnie dwie godziny pobytu nad wodą nie zanotowałem już ani jednego pstryknięcia w przynętę. To jednak, co dziś wyholowałem, zaspokoiło mój głód kontaktu z rybami. Byle do następnego razu i oby jak najszybciej.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish