GDY WODA OPADNIE

Długa była ta zima i śnieżna. Jak rzadko kiedy miałem jej już serdecznie dość. Lód na zbiornikach zszedł dopiero po 15 kwietnia, śnieg w lasach znikł w okolicy 20 kwietnia i dopiero wtedy pierwsze rzeki zaczęły wracać do swojego koryta. Łąki i pola były nadal podmokłe, a do wody podchodziłem zapadając się po kostki w mule.

Zazwyczaj już w pełni rozwinięte, liście grążeli zaczynały dopiero się zielenić. Ten czas jest wyjątkowo dobry na wszystkie możliwe do łowienia gatunki ryb. W szczególności dotyczy to pstrągów, kleni i jazi. O ile łowienie pstrągów stało się w ostatnich latach za sprawą Internetu niezwykle popularne i nawet w tygodniu ciężko jest o własny azyl w postaci wolnego kilometra rzeczki, o tyle świadome łowienie kleni i jazi na spinning nie jest jeszcze tak bardzo rozpowszechnione. Wiąże się to na pewno z początkowymi sporymi kosztami, które trzeba ponieść na rozpracowanie tematu. Zakup wędki i kołowrotka to koszt jednostkowy i jednorazowy, a z zakupionych rzeczy możemy korzystać przez długi czas. Zakup przynęt, o ile nie mamy osoby która nam doradzi, to wydatek rzędu kilkuset złotych wyrzuconych w błoto. Nie zawsze bowiem wabie prezentowane przez łowiących na Wiśle czy Odrze sprawdzają się na naszych wodach. Jest w czym wybierać i tylko testy nad wodą w rybnym miejscu pozwolą na sprawdzenie i wytypowanie tych najlepszych. Kolejną sprawą jest odnalezienie miejsc, gdzie ryby bywają o danej porze roku. Z wiedzy tej można później czerpać przez lata, bowiem ryby rzadko zmieniają zwoje przyzwyczajenia. Czasem mogą jedynie nie żerować.

Z biegiem lat udaje mi się coraz skuteczniej łowić klenie i jazie na spinning, ale w przypadku klenia do dziś nie przekroczyłem magicznej dla mnie bariery 50cm. Znajomi, którym doradzałem, na moich oczach łowili takie okazy, a ja nadal nie mogę trafić na tego jedynego. To właśnie w wędkarstwie jest piękne, nieobliczalność i możliwość przynajmniej częściowego liczenia na własne szczęście.

Późno kwietniowe łowienie klenio-jazi zacząłem na sprawdzonej przez lata rzece, która nie zdarzyło się by zawiodła. Woda zdążyła się wyklarować, a jej stan był unormowany na tyle by umożliwić swobodne poruszanie się wzdłuż brzegów. Od lat ulubiona i sprawdzona wiosną przynęta to wobler, w połowie maja zamieniany często na obrotówkę. Teraz nie próbowałem nawet łamać utartego schematu. Wrzut pod przeciwległy brzeg, przytrzymanie i łowienie z wachlarza. Zatrzymanie w każdym załamaniu nurtu na kilka sekund i podciągnięcie o 2-3m do siebie. Długo nie musiałem czekać na brania. Pierwsze wiosenne klenie żerowały bardzo aktywnie. Hole nie były jeszcze zbyt emocjonujące, ale kilka próbowało wbić się w trzciny pod moim brzegiem. Ciche hole bez chlapaniny na powierzchni pozwalały nawet w tak małej rzece liczyć na ponowne branie z tego samego miejsca. Wyjęte ryby pluły nadtrawionymi minogami, co może świadczyć, że mini węgorze chcą przystąpić lub są akurat w trakcie tarła. Pomimo opchania żołądków minogami klenie nie przepuszczały innym zdobyczom.

Wiosna ma swoje prawa i nie od dziś wiadomo, że jest to najlepszy okres na złowienie tego gatunku. Z łowieniem jazi było podobnie, tyle że wobler musiał być pozostawiony i prezentowany w miejscu o wiele dłużej. Okazy nie brały, ale jeszcze przyjdzie czas na ich namierzanie. Ponadto spadek aktywności spowodowany jest okresowo odbywającym się wczesną wiosną tarłem i na ten czas dobrze jest dać rybom chociaż odrobinę spokoju.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish