WEEKEND ZE SZCZUPAKIEM

Dawno tak nie połowiłem, a nic nie wskazywało na aż tak dobre wyniki. Dopiero trzeciego maja zaryzykowałem pojawienie się nad wodą. Obawiałem się, że pomimo wczesnej pobudki zastanę nad wodą co najmniej kilka osób. Od rana jednak lał deszcz i wiał porywisty wiatr i co się okazało, że przez kilka godzin jakie spędziłem nad wodą nie spotkałem żywego ducha. Łowiłem z nastawieniem na klenia, ale przezornie przynętę zabezpieczyłem przyponem o wytrzymałości 2,5kg. Już po kilku rzutach miałem na wędce wyjątkowo silnego kluska. Tego dnia biły wobler od dołu, bo każde branie kończyło się ogromnym wirem pod samą powierzchnią.


Potrzebę zakładania wolframu zweryfikował już pierwszy zębaty o wymiarze około 55cm, który dość głęboko łyknął prezentowanego wabia. Branie zupełnie inne niż kleniowe, taki powolny najazd na przynętę z przytrzymaniem, kilka niemrawych szarpnięć i dopiero wtedy zaczynał się właściwy aczkolwiek krótki i pozbawiony wrażeń hol. Szczupaki były jeszcze nie w pełni sił, nawet sztuki powyżej 70cm, a złowiłem ich tego dnia kilka, nie miały siły by wyciągnąć kilkanaście centymetrów żyłki z kołowrotka. Dwa tygodnie wcześniej miałem okazję obserwować ich tarło w tej rzece i teraz każda wyjęta sztuka, nawet ten najdłuższy 75cm , nosił na sobie ślady niedawnych godów. Rany cięte w okolicy ogona czy karku świadczyły, że żyją tu jeszcze więksi przedstawiciele tego gatunku.


Jeden z holi dość długo będę pamiętał. Bardzo silne branie, po którym szczupak jak delfin odskoczył szybko na środek rzeki. Pierwsza próba podebrania ryby zakończyła się zaplątaniem podbieraka w wolną kotwiczkę. Nauczony doświadczeniem nie robiłem nic na siłę i puściłem wolno podbierak. Pływał on więc wolno razem z grubym szczupakiem. Kolejne podciągnięcie ryby pod brzeg i próba chwytu za kark. Szczupak wyrywa się i wbija mi w palec ostatni wolny grot kotwiczki. Na moim palcu wisi teraz 75cm szczupak razem z zaplątanym podbierakiem. Nie mogę kontynuować holu, nie mogę wyjąć ryby na brzeg, sam złapałem się w pułapkę, a może to szczupak mnie złapał? Na siłę wyrwałem grot z palca, wtedy szczupak szarpnął się mocno, ochlapując mnie wodą. Wydawało mi się że straciłem go przez ten manewr, ale tylko wbił się głową w ziele pod moimi nogami, co ułatwiło mi skuteczne tym razem podebranie. Uff, nie czułem bólu, bo ręce miałem zgrabiałe i zziębnięte od kilkugodzinnego przebywania na deszczu, dopiero w domu jak się rozgrzałem to stwierdziłem drobne problemy ze zginaniem palca, ale co tam, przygoda to przygoda.

Deszcz zacinał non stop przez sześć godzin łowienia, woda delikatnie wzbierała i rozbiła się coraz bardziej mętna. Być może to skłoniło ryby do jeszcze bardziej intensywnego żerowania. Co chwilę holowałem wymiarowego szczupaka, lub ponad 40cm klenia. Nawet jeden zakręt darzył kilkoma rybami. Nie przeszkadzały im kolejne hole, ryby brały z tych samych miejsc. W sumie kilkanaście złowionych kleni - najdłuższy 48cm, okazały jaź 51cm i kilka szczupaków z najdłuższym 75cm. Rewelacyjny wynik jak na fatalne warunki pogodowe. Szkoda, że przez zacinający deszcz nie dało się zrobić ładnych zdjęć.
Kolejnego dnia nad wodą pojawiłem się dużo później, bo o godzinie 10:00. Przez godzinę udało mi się złowić dwa klenie, później były już tylko szczupaki. Co dziwne żadne z brań nie nastąpiło z pod mojego brzegu. Wobler zarzucałem pod przeciwległy brzeg i po zanurzeniu go na głębokość 1-2metrów, w zależności od głębokości, rozpoczynałem zwijanie. Wtedy następowały brania. Tak samo klenie , przynęta musiała być prowadzona pod kątem zbliżonym do prostego w poprzek nurtu. Po odkryciu tej zależności znów rozpocząłem serię holi. Szczupaki nie były tak okazałe jak dzień wcześniej, bo przeważały takie w rozmiarze 53-68cm, ale tuż przed 15:00 trafił się rodzynek 73cm.

Wziął na zastoisku szerokiego zakrętu i uparcie próbował najechać na stare trzciny. Łowiłem jak zwykle długą, ponad 4m wędką, więc skutecznie mogłem go z niebezpiecznego rejonu wymanewrować. Niewielki podbierak przewieszany przez plecy słabo radzi sobie w sytuacji podbierania większych ryb, szczególnie jeśli dochodzi do tego trudność w postaci pokonania skarpy, lub szerokiego trzcinowiska. W takiej sytuacji hol odbywa się na granicy ryzyka utraty zdobyczy. W związku z tym, że łowienie było czysto rekreacyjne, spokój uratował mnie i w tej sytuacji. Na ciele zębacza były ślady po tarle i świeże ślady po zębach większych pobratymców. Taki widok rozpala wyobraźnię.
Nałowiłem się do woli przez te dwa dni. Dawno sezonu szczupakowego nie rozpoczynałem łowieniem szczupaków. Bywały wyprawy boleniowe, jaziowe, pstrągowe, czasem dobrze jest jednak powrócić do tradycji.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish