JESIEŃ PANIE PEŁNĄ GĘBĄ

„Jesień panie pełną gębą” usłyszałem po dotarciu nad Siemianówkę. Spotkany wędkarz opowiadał, jak to brało 2 dni wcześniej, o komplecie szczupaków i okoniach po 35cm, które się jeszcze nie zgrupowały i łowione są pojedynczo na zwykłe zestawy szczupakowe z przyponem. „A tu panie to jeszcze za wcześnie” mówił gdy wpływałem do portu. Podziękowałem za rady i oddaliłem się nieznacznie od brzegu. Tak to jest, pomyślałem, zawsze jest tak że brało wczoraj, przedwczoraj… a jak będzie dziś?
Siemianówki nie odwiedzałem od ponad dwóch lat. Znikły sieci rybaków, za sprawą inicjatywy wędkarzy i dobrze, bo wpłynęło to pozytywnie na pogłowie ryb drapieżnych. Zakazano trollingu, ale to akurat jest martwy zapis. Może i niektórzy się do niego stosują, ale część wędkarzy nic sobie z niego nie robi i o ile w zasięgu wzroku nie ma łodzi policyjnej, to przynęty w dalszym ciągu prowadzane są za pływającymi łódkami.
Wiedziałem, że na zalewie jest niski stan wody, ale takiego obrazu się nie spodziewałem. Woda została obniżona o około półtora metra. Po okalających port betonach widać było o ile niżej jest teraz lustro wody. Wokół całego zbiornika można swobodnie spacerować za pasem trzcin, o ile nie ma tam czarnego mułu, ale w okolicy zapory i zatoki oraz Nowej Łuki cała linia brzegowa dostępna jest do łowienia z brzegu, z czego widać było, że wędkarze korzystają.


W porcie, gdzie zacząłem łowienie widać było mnóstwo drobnych rybek, które co chwilę wyskakiwały przy powierzchni. Nie było oznak żerowania drapieżników, ale zestaw z bocznym trokiem wylądował w wodzie. Czułem, że przesuwam zestaw po głowach tych małych rybek, tyle ich się tam zgromadziło. Okoni jednak nie namierzyłem lub co bardziej pewne, nie wpłynęły one tam jeszcze na żer. Woda miała tam od 0,5m do 1,0m głębokości.
Przemieściłem się wzdłuż zapory na drugą stronę, gdzie mam zapisane w GPS’ie namiary na fajną górkę z twardym dnem. Puszczając kotwicę troszkę się rozpędziłem, bo zapomniałem że nie ma półtora metra wody. Gdybym miał spodniobuty, to mógłbym wysiąść z pontonu na szczycie górki, bo pode mną było około 1m wody. Obrzucałem górkę bocznym trokiem i cięższym zestawem, bowiem zabrałem ze sobą dwie wędki. Na oba zestawy skusiły się okonie, ale ich wielkość była ledwie zadowalająca.


Ponad 20letni ponton zaczął już delikatnie puszczać powietrze i zmuszony byłem raz na pół godziny dopompować ustnie każdą z komór. Stary i wysłużony rosyjski Nyrok, dbałem o niego jak umiałem najlepiej. Co roku zasypywałem do każdej z komór talku, dokładnie suszyłem po każdym łowieniu, na bieżąco łatałem dno, na całe szczęście udało mi się uniknąć dziury w komorach. Niestety jego czas powoli się kończy. Nie wiem czy istnieją teraz na rynku pontony, które mogły by służyć tak długo. Gdybym zdecydował się na zakup nowego, to tym razem byłby to zestaw z ławeczką, a może i z pawężą pod silnik. Niestety za sam ponton trzeba zapłacić od 1200zł w górę, a doliczając silnik, robi to wydatek rzędu 2000zł, co jest dość znaczym obciążeniem domowego budżetu.
Przemarzłem na kość, była dopiero 10:00, a ja już wypiłem całe termos ciepłej herbaty i zjadłem wszystkie kanapki, niestety nie udało mi się rozgrzać. Nogi delikatnie podkurczone zaczęły już mrowić. Postanowiłem spłynąć do brzegu by się rozgrzać. Temperatura powietrza wynosiła rano około 2 stopni. Być może zrobiło się odrobinę cieplej, ale jakoś tego nie odczuwałem. Siąpiła delikatna mżawka, więc odczucie chłodu było o wiele bardziej dokuczliwe. Chodzenie po brzegu nie za bardzo mi pomogło, co tu robić, pomyślałem. Nie zastanawiając się długo wskoczyłem do pontonu i szybko powiosłowałem z powrotem do portu. Nic tak nie rozgrzewa jak szybkie wiosłowanie. Gotów byłem już zrezygnować i jechać do domu, ale krążenie odrobinę się poprawiło i postanowiłem dać Siemianówce jeszcze jedną szansę. Pojechałem na mały zalew.
Za nasypem kolejowym sytuacja wyglądała następująco. Od brzegu około 100 metrów suchego brzegu, potem kilkunastocentymetrowej głębokości woda i tylko w okolicy mostu kolejowego jest głebiej. Tam też się udałem by zwodować ponton.


W trakcie przygotowań obserwowałem 3 łódki i wędkarzy z nich łowiących. Zupełnie nic się nie działo, nikt nic nie holował. Z prowadzonych przez nich rozmów wywnioskowałem, że rano każdy miał po braniu szczupaka, ale dwa dni wcześniej to było całkiem przyzwoicie - szczupaki, okonie… jakbym miał deja vu z rozmowy z wędkarzem o poranku. Co tam, trzeba startować i łowić.
Dotarłem do znanego sobie miejsca, gdzie woda sięgała mi do kostek. Wysiadłem z pontonu na wypłycenjiu i wyprostowałem plecy przeciągając się przy tym. Z łówek na zalewie usłyszałem  śmiech – "patrz na środku zalewu stoi". Kilka kroków ode mnie miałem spadek do 50cm i tam też skierowałem swoje przynęty. Widząc, że wszyscy łowią na grubo, nastawiając się na szczupaka oraz kręcąc w ekspresowym tempie by nie ciągnąć przynęty po mule, postanowiłem zrobić zupełnie coś przeciwnego. Nie zanotowałem dziś brania szczupaka, więc uznałem że nawet gdyby wziął, to będzie mała strata. Zdjąłem przypon, w zestawie żyłka 0,16mm i delikatna wędka okoniowa z mikro ripperem na 2gramowej główce. Rzuty były zadowalająco dalekie by obłowić spad, przy którym stałem. Po chwili holowałem pierwszą rybę. Piękny, gruby okoń 33cm śmigał na płytkiej wodzie robiąc całkiem spore zamieszanie. Potem kolejny, mniejszy około 25cm. Dalej uparcie rzucałem z tego samego miejsca. Po kilkunastu rzutach kolejne przytrzymanie przynęty. Zaciąłem w tempo i jest – siedzi. Czuję, że trafił się szczupak. No to po wszystkim, za chwilę hol się skończy, bo ostre zęby poradzą sobie bez problemu z żyłką. Nic takiego się jednak nie dzieje, może jednak zapiął się prawidłowo, za końcówkę pyska.  Ryba śmiga to w prawo to w lewo, podciągam ją i szykuję podbierak, a tu niespodzianka – lin. Będzie pyszny w śmietanie pomyślałem.


Kończę łowienie, bo zbliża się 15:00, co prawda została jeszcze godzina do zmroku, ale muszę się jeszcze dostać w okolice przepompowni, gdzie niska woda odsłoniła betonowe płyty, na których postanowiłem zwinąć ponton. Stamtąd będę miał bliżej o kilkaset metrów do samochodu. Nie uśmiecha mi się bowiem powtarzanie marszu z pontonem o wadze 20kg i pozostałym ekwipunkiem o wadze na pewno 5kg, to nie poligon wojskowy.
Płynę w stronę przepompowni, ale woda z metra ma metr jest coraz płytsza. Szoruję dnem o muł do momentu gdy nie mogę się już więcej przemieszczać. Nie jest to pierwszy raz, kiedy na zalewie jest tak niska woda, więc nauczyłem się radzić sobie w takich sytuacjach. Dopompowuję komory pontonu, by zwiększyć jego wyporność, okrakiem na kolanach rozpłaszczam się na burtach i z tak minimalnym zanurzeniem mogę się przemieszczać nawet na kilkucentymetrowej wodzie, a warstwa miękkiego muły bardzo mi to ułatwia. Docieram takim sposobem do starego koryta kanału prowadzącego do przepompowni. Tam mogę znowu swobodnie usiąść i płynąć dalej. W dalszym ciągu zwracam jednak uwagę na zanurzone korzenie, patyki i karcze, by nie przebić pontonu. To nie lato, kiedy można wyskoczyć do wody i dopłynąć do brzegu.
Docieram do przepompowni i tam zgodnie z planem zwijam ponton. Na wieczór uaktywniły się okonie i na kanale łowię jeszcze dwa maluszki, ale ze względu na ich mizerne wymiary nie kontynuuję łowienia. Nie trafiłem na zgrupowane ryby, ale jestem zadowolony, że po mizernym starcie nie poddałem się i dałem radę kontynuować łowienie. W sumie był to udany początek i zarazem koniec sezonu na Siemianówce. Do przyszłego roku – o ile ponton wytrzyma.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish