NOC CIEMNA JEST PRZYJEMNA

Dwa miesiące ich szukałem, a może nawet trochę dłużej. Patrząc na swoje zapiski dotyczące połowów, wychodzi że raz na kilka wyjazdów łowiłem pojedyncze ryby o wielkości zupełnie niegodnej uwagi. Żar lejący się z nieba spowodował drastyczne wahania poziomu wody i tylko jazy utrzymywały Narew w ryzach i nie pozwalały na zobaczenie dna rzeki. Wyjmowane z wody ryby były ciepłe… tak, były ciepłe, a nie zimne tak jak to powinny być ryby. Na szczęście obyło się bez przyduchy.


Nadeszły chłodniejsze noce i ziele powoli zaczęło opadać. Nurt odrobinę przyspieszył, a myślę że to sprowokowało ryby do większej aktywności. Czwartkowego wieczoru, po około 2km marszu od auta, dotarłem na nieodwiedzane od wiosny miejsce. Wszystko wyglądało po staremu, z tą różnicą że już w pierwszym rzucie miałem branie. Do wolno ściąganej do siebie Podlaskiej Mrówki własnej produkcji tuż za przelewem wystartował boleń. Branie było jednak nietrafione. Nie popadałem w hura optymizm, bowiem już niejednokrotnie wracałem z wypraw o przysłowiowym kiju, po serii fajnych brań na początku łowienia. Tym razem wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku, widać było że rzeka żyje. Co kilka chwil słychać było chlapnięcia ryb, które nasilały się z każdą minutą wraz z zachodzącym słońcem. Kolejne kilka brań okazało się być puste, więc postanowiłem dać rybom odpocząć i zmienić miejsce na oddalony o kilkaset metrów zakręt. Zrobiło się zupełnie ciemno, nie było księżyca, nie było gwiazd, ciemna i parna noc, taka jak lubię.
To był strzał w dziesiątkę. Pierwszy zacięty boleń uświadomił mi że znalazłem się w centrum eldorado. Po gejzerze wody, który wybuchł zaraz po atomowym braniu z powierzchni, w okolicy około 100metrów od mojego stanowiska usłyszałem kilkanaście chlapnięć potężnych ryb, które stały w zielu przy samej powierzchni i spłoszyły się hałasem spowodowanym przez holowanego bolenia. Dociągnąłem rybę do siebie i podebrałem spasionego 65cm bolka. Zdjęcie z samowyzwalacza, bo tym razem na rybach pojawiłem się sam i przeniosłem rybę jedno stanowisko dalej by nie płoszyć innych wypuszczaniem.

Zrobiło się ciemno i tak sobie pomyślałem, że zmienię przynętę na wyposażoną w większą kotwicę. Szybko przewiązałem zestaw w świetle latarki czołowej i energicznie zarzuciłem pod przeciwległy brzeg. Dwa małe szarpnięcia spowodowane przez przelatującego nietoperza delikatnie podniosły mi cieśnienie, ale nie zacinałem. Nauczony doświadczeniem hol rozpoczynam dopiero w momencie gdy ryba sama zaczyna miotać się na drugim końcu zestawu. Prowadzę dalej przynętę i wreszcie mam kolejne branie. W okolicy środka rzeki, gdzie woda zaczyna przyspieszać na zakręcie, słyszę chlupnięcie. Już wiem, że mogę zacząć dość forsowny hol, bo sprzęt po zastosowaniu kotwicy nr 6 zyskał dużo na wytrzymałości. Tyle, że ryba nie bardzo chce dać się podciągnąć. Wędka odległościowa pomaga powstrzymać zrywy, ale do podbieraka jest jeszcze daleko. Po kilku próbach dokonanych w świetle latarki czołowej udaje się. Boleń 72cm jest najdłuższym złowionym przeze mnie tego roku. Zdjęcie i do wody na upatrzonym wcześniej stanowisku oddalonym o około 50m od miejsca łowienia.

Kolejny rzut w to samo miejsce, tym razem bez szarpnięcia nietoperza, powoli zwijam zestaw delikatnie podszarpując. Branie mam w tym samym miejscu i o dziwo skutecznie rozpoczynam hol kolejnej ryby. Agresja w odjazdach jest jeszcze większa, ale wydaje mi się że hol trwa podobnie jak poprzednio około 2 minut. Moje zdziwienie po podebraniu ryby jest przeogromne. Kolejny boleń 72cm!!! Rzut po rzucie – to dopiero zbieg okoliczności (czy aby na pewno)?


Brania są co 2-3 rzuty, ale nie wszystkie ryby trafiają. Te które uderzają celnie, zmuszają mnie do użycia szczypiec chirurgicznych do wyhaczenia głęboko łykniętej przynęty.
Przez kolejną godzinę doławiam jeszcze dwa bolenie i notuję klika pustych brań. To był zdecydowanie najbardziej obfitujący w ryby wyjazd w tym roku. Naholowałem się do bólu przedramienia i jeszcze długo będę pamiętał ten wyjazd.

PS 1 Mario z Szostem nie wytrzymali długo po moim telefonie i następnego dnia, po dostaniu dokładnych namiarów na miejscówkę, pojawili się nad wodą wieczorową porą. Ich wyniki przeszły nawet moje przypuszczenia, bowiem Mario złowił bolenia 74cm, a Szost przebił nas wszystkich łowiąc rekordowego bolenia 81cm!!! Podlaska Mrówka rządzi!!!

 

PS 2 Miesiąc wcześniej Mario zaszalał i na moją przynętę złowił prawie metrowej długości suma. Hol trwał około 10minut, branie nastąpiło z powierzchni tuż po zapadnięciu ciemności. Kolejny gatunek ryby złowiony na Podlaską Mrówkę. Gratuluję udanego holu i wyników często lepszych niż moje.


 

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish