.

Grand Prix 2016 w wędkarstwie spinningowym

Do rundy jesiennej przystąpiłem z optymizmem, ale niestety z drobnym poślizgiem.
Na pierwszych zawodach 30.08.2015r. w Dolistowie Starym nad Biebrzą nie mogłem się pojawić, czego mocno żałowałem bo wyobrażałem sobie ile to kleni można złowić tam w środku sezonu. Jak duże było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się że złowiono tylko jednego przedstawiciela tego gatunku o długości 42cm (Leszek Fabiańczyk). Pozostałe ryby stanowiły pojedyncze okonie łowione przez nielicznych szczęśliwców.

Za Tykocinem nad rz. Narew nie przepadam, chociaż wiem że potrafi być okresowo bardzo dobrym łowiskiem. Doniesienia osób jeżdżących tam na treningi napawały optymizmem. Dominowały okonie, szczupaki ale zdarzał się też sandacz. W I turze dnia 13.09.2015r. kilka osób złowiło naprawdę grube ryby w postaci szczupaków, w tym jak na zawody okazały 72cm Wojtka Sokołowskiego. Ja ratowałem się przed zerowym wynikiem próbując łowić, jak się okazało skutecznie, jednego okonka na paproszka. Tura zaliczona. W drugiej popędziłem na „swój zakręt”. Większość łowiących skupiła się zaś w rejonie mostu drogowego, bo tam w pierwszej turze złowiono najwięcej ryb. Zdecydowałem się łowić wyłącznie okonie, zrezygnowałem więc z przyponu i skokami z opadu obławiałem kolejne metry rzeki. W ciągu pierwszych dwóch godzin złowiłem 3 wymiarowe okonie. Nie liczyłem na wiele, bo czego można się spodziewać mając tak mizerny (wg mnie) wynik. Okazało się, że bardzo dużo. Łowcy szczupaków z pierwszej tury wyzerowali, a ja tymi kilkoma okoniami wywalczyłem pierwsze miejsce.


Kolejne zawody wyznaczone 04.10.2015r. rozegraliśmy w Siemiatyczach. Byłem mocno uprzedzony, gdyż od trzech edycji nie mogłem złowić tam wymiarowej ryby. Tym razem było inaczej, bo w pierwszej turze przerzuciłem kilkadziesiąt okonków, ale wśród nich trafiły się też wymiarowe. Jedną z tur wygrał Mariusz Knyszewski łowiąc bolenia 63cm.  Różnorodność gatunków była spora, bo złowiono jazia 30cm, okonia 29cm i szczupaka 53cm. W drugiej turze nie nachodziłem się zbytnio, bo całe zawody obławiałem 200m brzegu. Udało mi się z płytkiej wody wydłubać 2 wymiarowe okonie i zająć 3 miejsce w sektorze. Pudła nie było, ale najważniejsze że nie wyzerowałem. Po trzech edycjach byłem 4 ex aequo z Irkiem Dudarem w klasyfikacji ogólnej.


18.10.2016r. spotkaliśmy się w Ruszczanach na Narwi. Już mało kto pamiętał kiedy ostatnio rozgrywaliśmy tu zawody. Łowisko wybraliśmy ze względu na bliskość Białegostoku i na krótki dzień tuż przed zmianą czasu z letniego na zimowy. Znowu doniesienia z treningów były bardzo, ale to bardzo optymistyczne. Łowiono po kilkanaście a nawet po kilkadziesiąt okoni i to nie małych. Nie mogłem pojechać na trening, więc znowu musiałem opierać się na swoim doświadczeniu i spostrzeżeniach sprzed lat. Okazało się, że mój wybór w pierwszej turze był słuszny. Dłubanie okoni na paproszki przyniosło efekt w postaci 10 wymiarowych ryb. Kilkukrotnie przemieszczałem się na odcinku 300 metrów w górę i w dół rzeki co raz wyłuskując biorące delikatnie z opadu ryby. Miałem nadzieję na miejsce w pierwszej 10 w swoim sektorze, bo osoby trenujące pobiegły na swoje sprawdzone miejsca. Okazało się, że okoń się rozproszył i nie żerował tak jak tydzień wcześniej i mój wynik przekraczający 1100 punktów został przebity jedynie pięknym kleniem 56cm Roberta Łukaszuka. W II turze mocno zaryzykowałem i pobiegłem na oddaloną o 3,5km miejscówkę będącą jedną z odnów Narwi. Jakież było moje zdziwienie, gdy na miejscu zobaczyłem suche dno. Cofając się w stronę rzeki udało mi się namierzyć odcięty fragment odnogi wypełniony wodą. Na jej krańcach widać było uciekającą drobnicę. Po godzinie łowienia skusiłem jednego okonka i jazia 27cm. Musiałem się szybko udać w kierunku łowiących kolegów, bo jazie do żywotnych ryb nie należą i trzeba go było jak najszybciej wypuścić. Na rzece dołowiłem jeszcze jednego okonia i te ryby dały mi możliwość skutecznego ubiegania się o zajęcie IImiejsca w całych zawodach, które ostatecznie wygrał Mariusz Waszkiewicz, który oprócz okoni dołowił 53cm szczupaka. W klasyfikacji generalnej podskoczyłem na 3 miejsce. W sumie w trakcie zawodów złowiono 128 wymiarowych okoni.


W nowym roku pierwsze zawody rundy wiosennej zaliczane do 2016r. rozegraliśmy 15 maja w Supraślu. Większość osób skupiła się standardowo na zalewie próbując łowić szczupaki i okonie. Niestety i w tym roku to łowisko zawiodło. Ja standardowo poszedłem na rzekę i łowić na małe woblery skusiłem do brania dwa wymiarowe klenie. W międzyczasie wpisałem do kart startowych, złowione przez kolegów ryby takie jak okoń, szczupak i kleń. Swój sektor udało mi się wygrać. W drugiej turze było znacznie gorzej. Niestety, być może to był mój błąd, dalej uparłem się na łowienie kleni na woblery. Tymczasem o wygranej zadecydowały znowu pojedyncze okonie wyłuskiwane przez nielicznych, spomiędzy ziela, na niewielkie twistery. Tym razem się nie udało i drugą turę wyzerowałem. W klasyfikacji generalnej utrzymałem wysoką trzecią pozycję.


Po Biebrzy spodziewałem się naprawdę wiele. Uwielbiam łowić na tej rzece i pomimo, że ciągle mnie zaskakuje to mam tam kilka swoich sprawdzonych miejsc. Woda akurat wróciła do koryta po wiosennych rozlewiskach i spodziewałem się, że okonie i szczupaki będą mi „z ręki jadły”. Tak się jednak nie stało. Postawiłem wszystko na jedną kartę i w pierwszej turze po równej godzinie bardzo szybkiego marszu dotarłem nad brzeg, gdzie rokrocznie łowię naprawdę dużo ryb. Miałem wyliczone, że po dwóch i pół godzinie łowienia muszę wracać by zdążyć ze zdaniem karty startowej. Dopiero po półtorej godziny miałem pierwsze branie i na obrotówkę prowadzoną od środka rzeki ku przybrzeżnemu zielsku wyholowałem okonia 24cm. Miałem potem przez godzinę jeszcze 2 brania, ale ryby odbiły się od przynęt. W ciągu tych kilku godzin przeszedłem 11 kilometrów. Zmordowałem się niemiłosiernie i tylko po to by złowić jednego okonia. Nie miałem kontaktu z innymi zawodnikami, ale już na pół godziny przed końcem pierwszej tury wiedziałem, że wielu nie miało nawet brania. W ostatniej minucie wpadłem na metę i zdałem kartę startową. W swoim sektorze zająłem 3 miejsce. Przerwę wykorzystałem na leżenie na leżaku i odpoczynek. Podpowiadałem też kolegom którzy dopiero zaczynają swoje kroki w łowieniu powierzchniowym, jak prowadzić Podlaską Mrówkę. W drugiej turze wybrałem łowisko oddalone o 3,5km od miejsca startu. Niestety i tam nie udało mi się połowić. Jeden okoń uratował honor łowiącego. Nie było się czym chwalić, może poza zrobionymi kilometrami, bo w sumie podczas całych zawodów zrobiłem ich łącznie 22,500. Musiałem biec by zdążyć zdać kartę startową i udało mi się to zrobić dosłownie w ostatniej chwili. Pudła nie było, ale dzięki nie byciu zerowym podskoczyłem w klasyfikacji generalnej na drugie miejsce. Przede mną uplasował się Leszek Fabiańczyk.


Zostały do rozegrania dwie edycje zawodów. Pierwsza 04.06.2016r. w jednych z moich ulubionych miejsc do rozgrywania i udziału w zawodach – na Narwi w Łasi Toczyłowo. W pierwszej turze w dół od mostu nie nachodziłem się zbytnio. Nie oddalałem się od miejsca startu dalej niż na kilometr, a co mnie bardzo zdziwiło, pozostali zawodnicy wybrali przeciwległy brzeg. Dopiero po 2 godzinach łowienia, gdy już miałem złowionych 5 okoni, spotkałem na moim brzegu pierwszego kolegę z Klubu Spinningowego BARWENA, który wpisał mi ryby do karty startowej. Okonie te dały mi zwycięstwo w moim sektorze. Ogólnie niewielu zawodników było bez ryby, w górę od mostu złowiono też wymiarowego szczupaka i bolenia (na Podlaską Mrówkę). W przerwie pomiędzy turami zerwał się silny wiatr i zaczęło grzmieć. Czas łowienia w dwóch turach został skrócony do trzech godzin każda, ze względu na panujący upał i to, że kolejne zawody miały się odbyć już następnego dnia w niedzielę. Na drugą turę wychodziliśmy wśród błysków i grzmotów. Wokół krążyły dwie burze, ale na szczęście ominęły nas dosłownie o włos. Nie szło mi najlepiej na początku, ale po półtorej godziny skusiłem do brania na wobler okonia. Znowu o dobrym wyniku miał zadecydować jeden pasiasty zbój? To nie do pomyślenia, że ponad 40 osób ugania się by złowić kilka okoni. Zbliżał się koniec drugiej tury, gdy kolega z którym łowiłem Andrzej Wasiluk powiedział, że przed chwilą miał wyjście szczupaka około 60cm, ale nie powtórzył więcej ataku pomimo wielu prób skuszenia go do brania. Założyłem przypon i niewielki 3cm wobler, który stosuję zazwyczaj do łowienia jazi i kleni. Rzuciłem około 5-7 metrów powyżej miejsca, gdzie kolega miał wyjścia i o dziwo z pierwszego przytopienia miałem delikatny najazd na przynętę. Andrzejowi powiedziałem, że chyba właśnie holuję jego szczupak  i rzeczywiście po chwili wprowadzałem do podbieraka szczupaka 57cm (najdłuższa ryba zawodów). To właśnie on dał mi wystarczającą przewagę by wygrać znów swój sektor, a zarazem całe zawody w Łasi.


Wieczorem przejechaliśmy całą ekipą do Góry Strękowej czyli miejsca gdzie kolejnego dnia tj. 05.06.2016r. mieliśmy zakończyć cykl zawodów Grand Prix okręgu białostockiego wyłaniając najlepszych spinningistów wśród Podlaskiego Klubu Spinningowego Barwena. Wieczorna integracja rozpoczęła się w znakomitych nastrojach i trwała do późnych godzin nocnych. Spać położyłem się dopiero o 01 w nocy, a w zasadzie nad ranem, bo świt o tej porze roku następuje wyjątkowo wcześnie bo o 4.00. Opowieściom o rybach nie było końca, wspomnienia z zawodów i prywatnych wyjazdów na ryby sypały się jak z rękawa. Taki klimat w ciepłą noc przy ognisku to tylko z Barweną.

 


Po porannym losowaniu okazało się, że razem ze mną w sektorze są zawodnicy z pierwszej trójki klasyfikacji ogólnej tj. Radosław Kalicki i Fabiańczyk Leszek. Pozostali koledzy mówili, że miło będzie popatrzeć, jak będziemy się starać by złowić rybę, patrząc jeden drugiemu przez ramię. Na szczęście każdy z nas wybrał inne miejsce do łowienia. Leszek rozpoczął na przelewach, ja na zielu i płyciznach, a Radka zaniosło na zakręt z dużą ilością krzaków i zaczepów. Trzy różne typy łowisk, trzy różne osoby, ale jeden cel – złowić więcej niż inni. Miałem rozpocząć łowienie kilometr dalej, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem, bo o świcie płycizny przyniosły mi już nie raz okonie i na to tak naprawdę liczyłem. Nie zawiodłem się, bo udało mi się złowić 2 sztuki, ale liczyłem na wiele więcej. Okazało się, że po zmianie pogody ryby ogólnie przestały żerować i moi koledzy z czołówki, pomimo doskonałej znajomości wody, nie złowili nic. Ja w swoim sektorze byłem trzeci W drugiej turze poszedłem w okolice jazu w Strękowej Górze. Liczyłem, że na Podlaską Mrówkę uda mi się złowić klenia lub niewielkiego bolenia. Nic takiego jednak się nie stało, a przezbrojenie się na okonie też nic nie zmieniło bo na obrotówki i woblery przez ponad 2,5godziny łowienia nie miałem ani jednego brania. Zrezygnowałem z przyponu, założyłem 4cm twister i z opadu na burcie poniżej jazu zacząłem opukiwać dno. Skutecznie skusiłem okonia niecały centymetr większego niż niezbędne 18cm. Jaką radość mi on dał, tego nie da się opisać, bo wiedziałem że mogę wracać z podniesioną głową, pomimo że w tych zawodach nie będę na pudle. Miałem rację, w sektorze zająłem 7 miejsce, ale nie to było najważniejsze. W całych eliminacjach Grand Prix okręgu białostockiego zająłem pierwsze miejsce zdobywając po raz trzeci w swojej „karierze” tytuł Mistrza Okręgu w wędkarstwie spinningowym.

 

Pokusiłem się o podsumowanie przebytych podczas zawodów kilometrów i sam się mocno zdziwiłem, bo wyszło mi, że na każdych zawodach średnio pokonywałem ponad 11 kilometrów. Na pewno nie jest to klucz do sukcesu, ale w związku z tym że nie lubię łowić w tłoku to zmuszony byłem do pokonywania takich odległości.

Lokalizacja

I tura

II tura

Łącznie

Dolistowo Stare

0 - Nb

0 - Nb

0

Tykocin

2700

4900

7600

Siemiatycze

4000

2400

6400

Ruszczany

2700

6000

8700

Supraśl

5200

6200

11400

Szostaki

13000

9500

22500

Łaś Toczyłowo

2600

7300

9900

Góra Strękowa

5200

7100

12300

 

78800

 

 


ARTFISH

.

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish