.

PIERWSZY RZUT

Branie w ostatnim rzucie – to zdarza się dość często, bowiem zawsze ten ostatni można przełożyć na kolejny ostatni i jeszcze jeden, aż w końcu weźmie i wtedy powiemy, że warto było zostać do końca. Z pierwszym rzutem tak nie jest, jest on jeden jedyny i każdy inny będzie po prostu następnym, drugim, trzecim, kolejnym.
Branie w pierwszym rzucie – nie zdarza się często, a niektórzy twierdzą, że przynosi pecha, bowiem zwiastuje brak brań w dalszej części łowienia. Właśnie tym razem, na tym wyjeździe miałem branie już w pierwszym rzucie. Zupełnie nie planowałem takiego rozwoju sytuacji, bowiem ten rzut – w kierunku środka rzeki, z miejsca cumowania łodzi miał na celu tylko i wyłącznie charakter testowy, tak żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku z zestawem, by rozprostować żyłkę i przetestować nastawiania hamulca kołowrotka. Dwa szybkie oczka na powierzchni wody nadane wędką i babach, gejzer wody na powierzchni. No to tego się nie spodziewałem, ale cóż darowanemu boleniowi w paszczę się nie zagląda. Doprowadziłem rybę do zaparkowanych pychówek i żeby ją podebrać musiałem wejść na jedną z nich, tak ściśle były zacumowane, że nawet tak mały boleń nie mógł się między nimi przecisnąć. Pychówki są wywrotne, a deski z których są wykonane, po namoczeniu potwornie śliskie. Podziwiam „dziadków”, którzy przemierzają nimi biebrzańskie ostępy w poszukiwaniu ryby, a robią to z wielką gracją udowadniając mi, że równowaga jest do osiągnięcia w każdym wieku i w każdym stanie – wystarczą lata treningu :)


ARTFISH

.

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish