.

STARE ŚMIECI

Pamiętam czasy kiedy zaczynałem pływać z echosondą, a 15 lat temu nie było to jeszcze popularne urządzenie, potem przyszedł czas na zapisywanie pozycji w GPS i echo poszło w odstawkę, po prostu zapływałem na miejscówkę i łowiłem. Teraz GPS zastępuje zwykła komórka, a w połączeniu z dokładną mapą tworzy niezwykle groźną broń w ręku wprawnego wędkarza. Czekam na czasy, kiedy to sygnał z czujnika echosondy, będzie przekazywany drogą radiową do mojej komórki, a ona będzie służyła zamiast dużego body echosondy. Teraz mało kto zapamiętuje położenie obiektów na brzegu celem lokalizacji miejscówek, prawie każda łódź wyposażona jest w najnowsze zdobycze techniki, a echosonda i GPS to niezbędne minimum. Tak właśnie wyposażeni wypłynęliśmy wraz z Grześkiem i Karolem na wzburzone wody Siemianówki. Dawno nie odwiedzałem zalewu, a ze słyszenia wiedziałem, że łowione są spore ilości szczupaków. Potwierdzały to doniesienia kolegów po kiju, którzy co tydzień testowali nowe obszary wody.

Wiało dość mocno, więc większość łodzi, a tego dnia widzieliśmy ich na pewno ponad setkę, skupiła się wzdłuż zachodniego brzegu szukając zacisznego miejsca. Ustawiliśmy się na stoku górki, której szczyt sięgał 4,5m pod powierzchnią. Łowiliśmy grubo i ciężko – duże gumy, wahadłówki czy inne wynalazki z przeznaczeniem na grubego zwierza. Niestety przez trzy godziny nie mieliśmy żadnego brania. Wzmagający się wiatr zmusił nas do zmiany miejsca. Przemieszczaliśmy się wzdłuż starego koryta, kierując się w stronę małego zalewu. Na echosondzie malowały się obrazy pojedynczych dużych ryb, ale brak było skupisk drobnicy, przy których wcześniej gromadziły się szczupaki. Minęliśmy skupisko łódek na wysokości Starego Dworu i rozpoczęliśmy łowienie jako najbardziej wysunięta ekipa. Dwie kotwice dawały radę, chociaż przy mocniejszych porywach zdarzały się drobne przesunięcia. O godzinie 11.00 Grzesiek miał pierwsze branie na Algę Nr2. Szczupak ładnie walczył, ale na solidnym zestawie nie udało mu się wybrać ani centymetra żyłki. Podbierak z przeznaczeniem na okazy miał jeszcze spory zapas, chociaż szczupak mierzył ponad 70cm. Zaraz później ja, na zielonego Reno Killera, wyholowałem drugiego szczupaka. Straty w przynętach były spore, ale tylko i wyłącznie po mojej stronie, bowiem łowiłem na żyłkę. Koledzy stosowali plecionki i udawało im się odstrzelić wszystkie zaczepy. Jako ciekawostka Karol, łowiąc wahadłówką, zaciął ponad metrowego suma, który pomimo późnej pory roku i temperatury bliskiej zeru, zażerował. Po chwili jednak udało mu się oswobodzić. Nie był to pierwszy sum holowany  w tym miejscu przez moich kompanów, więc miejsce zostało oznaczone w GPS jako wielce obiecujące i nadające się do dokładniejszego przetestowania w następnym roku.

Łowiłem na gumy, na zmianę z wahadłówkami i ich modyfikacjami podesłanymi mi przez kolegę ze Stanów. Sprawdzało się wolne prowadzenie połączone z przerwami w zwijaniu. Nie mieliśmy brań z opadu, ale wolne ruchy i kolebanie przynęty przynosiło zamierzony efekt. Kumulacja brań rozpoczęła się około południa i zaczęliśmy nadrabiać zaległości z bezrybnego poranka. Każdy wyholował po kilka szczupaków, a zdarzył się nawet dublet mój i Karola. Ze względu na silny wiatr niezbyt często zmienialiśmy miejsce łowienia, co okazało się słuszne, bowiem szczupaki nie brały w pierwszych rzutach. Z jednego napłynięcia mieliśmy wyholowane po 2-3 ryby, a wszystkie były wymiarowe, jednak żaden nie był większy niż siedemdziesiąt parę centymetrów. Miałem ze sobą wędkę okoniową, ale nie odnotowałem żadnych efektów przy łowieniu na mniejsze gumki. Gdy słońce zaczęło zachodzić, zmęczeni całodziennym zmaganiem z wiatrem i falami, spłynęliśmy do portu. W trakcie powrotu wpłynęliśmy na odkrytą część zalewu, gdzie fale przekraczały pół metra i woda rozpryskująca się przed dziobem łodzi moczyła nas dość obficie. Na brzegu wylałem jej z wnętrza łodzi ponad pół wiadra, co jedynie utwierdziło mnie w słuszności wyboru zacisznego brzegu do wędkowania. Nad wodą pojawiliśmy się po ciemku i odjeżdżaliśmy po ciemku. Czekał mnie odpoczynek, zaś koledzy uparli się by kolejnego dnia znowu spróbować i nie zawiedli się, bowiem znowu złowili kilka ładnych szczupaków.

Za rok – to już postanowione, Siemianówka będzie o wiele częstszym celem moich wędkarskich wypraw. Czas by odkurzyć stare śmieci i korzystając z najnowszych zdobyczy techniki złowić kilka okazałych ryb.

 

ARTFISH

.

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish