50 KROPEK PLUS


To miało się wydarzyć, czułem że to będzie wyjątkowy dzień. Nawinąłem grubszą plecionkę, zabrałem mocniejszą wędkę, przeczuwałem grubą rybę – taki wędkarski szósty zmysł. Pełen optymizmu popołudniową porą przedzierałem się przez trzcinowiska szukając łatwego podejścia do wody, która po ostatnich ulewnych deszczach wróciła do koryta. Brzegi niewielkiej rzeki były mocno nasiąknięte wodą, a położone trawy świadczyły, że jeszcze najdalej przedwczoraj przetoczyła się tędy naprawdę duża woda. Mętny kolor dawał nadzieję na to, że pstrągi będą mniej ostrożne i będę mógł do nich bliżej podejść. 
Po godzinie spędzonej nad wodą, mój optymizm zmalał nieznacznie, jednak puste brania w prowadzoną wolno obrotówkę i zupełny brak reakcji na woblery utwierdziły mnie w przeczuciu, że może nie być łatwo o dobrą rybę. Kolejna godzina i kilka niewielkich ryb odbija się od przynęt trącając je tylko lub odganiając. Na szybko robię ostatnie kilkaset metrów rzeki dzielące mnie od samochodu i zmieniam miejsce połowu. Na przyujściowym odcinku łowi mi się o wiele przyjemniej i łatwiej. Brak trzcin ułatwia dalekie rzuty, a że dobrze znam miejsca gdzie wymyte są głębsze miejsca, to ułatwia mi obławianie miejscówek. Nie skradam się na kolanach, ale cicho stąpam i to w zupełności wystarczy. Przed obłowieniem kolejnej miejscówki zmieniam przynętę na pękaty wobler we fluo kolorze. Wrzuciłem go pod drugi brzeg, ale nie udało mi się poprowadzić go po takiej jak chciałem trasie. Ponawiam rzut i szybko przynurzam go już na początku prowadzenia, wobler spływa po łuku i gdy jest prawie pod moimi nogami BUM, siedzi!!! Wędka w górę i zaczęło się, aż musiałem odrobinę zluzować hamulec, bo kręcący się na krótkiej plecionce pstrąg usilnie zaczął przeć pod prąd. Na szczęście cała walka i hol odbywały się w obrębie jednego dołka, w którym wziął ten piękny kropek. Pierwsza próba wprowadzenia do podbieraka, nie udała mi się, gdyż wyjechał z niego na ogonie i dalej kręcił młynki. Dopiero po chwili udało mi się go skutecznie podebrać. Miał bardzo ciemny grzbiet, ale gdy przewróciłem go na bok… WOOW co za kolory, a jaki piękny układ kropek. Niesamowicie śliczny okaz pstrąga potokowego, zdecydowanie największy w tym sezonie. Dobrze, że zabrałem mocniejszy sprzęt…

 

Przez kolejne dwie godziny notuję jeszcze kilka brań, ale tak jak na początku łowienia, ryby jedynie odbijają się od podawanych im przynęt. Nie ma znaczenia, czy od dużych czy od małych obrotówek, czy też od woblera, który okazał się być dziś skuteczny. Dopiero zachodzące słońce wygania mnie znad wody. 
Po przyjeździe do domu, przeglądam zdjęcia zrobione podczas łowienia – piękna pamiątka mijającego dnia i złowionej ryby.

 

ARTFISH

.

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish