SANDACZE

A gdyby tak rzucić to wszystko i pojechać na ryby?!!
No to jedziemy – niedzielnego poranka razem w Karolem. Co będziemy łowić? Okonie, sandacze, szczupaki, sumy… co popadnie. W lipcu można łowić dosłownie każdą rybę, tylko czy w czasie upałów będą skłonne się uaktywnić chociażby na godzinę. Przygotowanie do wypłynięcia poszło bardzo sprawnie i w chwilę po 6:00 rano obławialiśmy już pierwszą miejscówkę. Dwa okonie uratowały miejsce przed wyzerowaniem. Popłynęliśmy na płytszą wodę w poszukiwaniu drobnicy i kręcących się w jej pobliżu drapieżników. Tam honor miejsca uratowały dwa niewielkie szczupaki Karola.  Zagęszczenie łódek zmusza nas do poszukiwania odosobnionego miejsca. Na echosondzie znajdujemy spore karczowisko i w jego pobliżu kotwiczymy. Na małe gumy nie ma reakcji, więc powoli zwiększamy kaliber.

Woda ma 21*C, więc trzeba jakoś ruszyć rybę i sprowokować do brania agresywniejszymi przynętami. Pomimo plecionek rwiemy przynęty na potęgę, z zaczepu w zaczep, ale pomiędzy tymi zaczepami nagle łup z opadu. Przez dwie sekundy holuję rybę, która jednak spada. Po wyjęciu gumy analizuję jej boki i stwierdzam pojedyncze nakłucia w dość dużym rozstawie. Kurcze miałem ładnego sandacza… Mamy dość zaczepów i płyniemy dalej na otwartą wodę. Na echosondzie namierzamy spad i ustawiamy się w odległości około 10 metrów od niego. Pierwsze branie mam już w trzecim rzucie. Walczy w sumie jak okoń, ale uaktywnia się bardziej i „rośnie” pod samą łodzią. Dobrze przeczuwałem sandacza, który zaatakował ripper Zander Pro Shad. Karol realizuje się w roli fotografa, a ja holuję kolejną rybę. Kompan na łodzi w tej samej chwili zacina podobnej wielkości Zandera. Na łodzi mamy pierwszy dublet – pierwszy z wielu tego dnia. Trafiliśmy w miejsce, bo brania są prawie w każdym rzucie.

 

Zmieniamy przynęty – jaskółki, twistery, paproszki… jakaś aktywność jest, ale to nie to. Wracamy do większych ripperów i agresywne brania wracają. Ja łowię agresywniej i to początkowo przynowi lepsze efekty, ale Karol po pokłuciu aktywnych ryb, konsekwentnie łowi delikatniej i dogania mnie w ilości brań i holowanych ryb. Przestawiamy się na sam skraj spadku, gdyż dużo brań mieliśmy w maksymalnej odległości po zarzuceniu. Kilka było tak mocnych, że plecionka zatrzeszczała na hamulcu kołowrotka. Opukujemy wzniesienie na skraju głębokiej wody, ale brania ustają. Kilka rzutów na pusto, zmiany technik prowadzenia przynęty i jest, SIEDZI!!! Jak zwykle ryba idzie jak baran pod łódź, podnoszę ją do góry ale nie nadążam z obsługą podbieraka, zawraca i odjeżdża na hamulcu. Udało mi się zobaczyć bok ryby – Karol, mam dla odmiany sporego szczupaka, powiedziałem. No coś ty! Po dłuższej chwili łowienia tylko sandaczy aż trudno uwierzyć, że stała tam inna ryba, ale to tłumaczyło by nagłe stanie brań w tym miejscu. Podejmuję wyzwanie i holuję rybę. Po pierwszym nieudanym podebraniu szczupak postanowił pokazać, że ma dużo siły i minęło kilka dobrych chwil zanim go utemperowałem. Plecionka 0,08mm nie pomagała mi w tym, ale akurat branie nastąpiło na delikatniejszym zestawie, a nie tym dedykowanym na okazy. Wreszcie jest, wypasione rybsko – będą mega foty!!!


Nadpływają inne łodzie, więc zmieniamy miejsce łowienia. Tam też zaliczamy po sandaczyku. Czas nam się powoli kończy, a mamy do sprawdzenia jeszcze dwie podwodne górki. Kotwiczmy zaraz za szczytem pierwszej i rzucamy na spad. Karol notuje kilka brań, holuje dwa sandacze, a ja kombinuję z przynętami i staram się skusić również okonia, jednak bez rezultatu. Zostawiam okonie w spokoju i skupiam się tylko na mętnookich. Zmieniamy miejsce i rzucamy wokół łodzi by namierzyć ryby. Rzucanie wachlarzem przynosi efekt, bo już po chwili mamy pierwsze kontakty. Agresja jest niewskazana, sandacze przyduszają przynęty wleczone po dnie, czasem skok i branie, ale nie do zacięcia. Ilość brań jest niesamowita - na koniec robotę robił 12cm Tiddler Fast Bulk w kolorze Lemon Tiger, tylko dlaczego nie zabrałem ze sobą wersji 8cm?!! Bo brania są, nawet po 2-3 na jednym przeprowadzeniu, ale nie mogę nic zaciąć. Wreszcie siedzi, sandaczyk 40stak – trafiliśmy do przedszkola, ale dobre i to.

Trening był bardzo udany i na pewno zaprocentuje na kolejnych wyprawach. Tymczasem uciekamy przed burzą, wystarczy na dziś. Do następnego!!!

 

ARTFISH

.

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish