STYCZNIOWE PSTRĄGI


Zima - jaka zima?!! Zadawałem sobie to pytanie patrząc na pierwsze gęsi i żurawie na przelotach. Bazie puściły pączki, w ogródkach pojawiły się pierwsze kwiaty, o co kaman? Wszak mamy dopiero początek stycznia. Meteorolodzy zapowiadali zimę stulecia i chyba się nie pomylili.
Spakowałem sprzęt, nie zajęło mi to zbyt wiele czasu, bowiem zimowe porządki w pudełkach zrobiłem dużo wcześniej. Moje wyposażenie stanowiła saszetka biodrowa, w której znajdowały się dwa pudełka z przynętami w postaci kilkudziesięciu woblerów i podobna ilość obrotówek, troszkę gumek i tyle. Jak zwykle okazało się, że było tego o wiele za dużo, ale wiadomo że lepiej mieć niż nie mieć. 

Wszystko wskazywało na to, że ogromna większość moich znajomych wpadła na ten sam pomysł i miała udać się tego dnia nad wodę. Nie lubię tłoku podczas łowienia pstrągów, więc wybrałem odcinek gdzie można liczyć na mniejszą ilość ryb, ale ze względu na trudny dojazd łowić względnie spokojnie. Zimowe łowy zawsze zaczynam na dużych rzekach i tyle – tu nie ma kompromisów. Duża woda = duża ryba. 

 


Na początek wydłubałem z pudełka wobler, który wpadł mi w ręce już pod koniec ubiegłego roku, ale nie miałem okazji go przetestować. Slick Stick o długości 6cm w naturalnych barwach. Dwa razy przeciągnąłem go przy burcie by sprawdzić pracę i okazało się, że chodzi o wiele delikatniej niż wersja 9cm, którą już testowałem przy twitchingu szczupakowym. Fajnie trzymał się w nurcie, delikatnie lusterkując na boki – jak prawdziwa uklejka. Posłałem go na kilkanaście metrów od miejsca, w którym stałem – tuż za zwężenie rzeki i niewielki wlew. Po kilku obrotach korbką i przytrzymaniu w miejscu nastąpiło pierwsze branie – w pierwszym rzucie, ryba jednak po kilku młynkach spadła. Będzie dobrze pomyślałem, ale ryba ukłuta już nie powtórzyła. Na wyjściu z zakrętu kilkadziesiąt metrów dalej dosłownie po pół godziny pobytu nad wodą, w przytrzymany wobler atomowe, jak na tą porę roku, branie. Ryba wyskakuje nad powierzchnię i młynkuje, jestem w szoku, bo nie dość że ryby stoją w letnich miejscówkach, to jeszcze mają iście wiosenną energię. Podbieram pięknego kropka około 45cm.


Już wiem gdzie łowić, wiem też jak łowić – z przytrzymania. Przynętę pozostawiam bez zmian, mam przeczucie że na tym jeszcze nie koniec i faktycznie na kolejnym zakręcie ze środka rzeki wyskakuje kolejny 40stak. Odrobinę chudszy od poprzednika, ale kręci się równie zaciekle i próbuje wbić w przybrzeżne ziele. Tego również skutecznie podbieram. 


Nie spieszę się z łowieniem i dokładnie obrzucam każdą potencjalną miejscówkę. Nikt mnie nie goni, nie depcze po piętach i wbrew wcześniejszym obawom nie spotykam nikogo nad wodą. W przeciągu kolejnej godziny spadają mi dwa ładne kropki, ale to nic, bo dzień się przecież nie kończy. Zbliża się wieczór i zaczynam myśleć o powrocie, chcę jednak spróbować obłowić cały założony w planach odcinek. Na przedostatnim zakręcie posyłam wobler pod przeciwległy brzeg i wachlarzem sprowadzam pod swój brzeg. Tu następuje delikatne pstryknięcie i przynęta „gaśnie” w wodzie. Mam na to sposób, nie zacinam, nie przyspieszam ale odczekuję chwilę, aż wobler znowu złapie nurt i zacznie wyczuwalnie pracować, wtedy ruchem wędki spuszczam go pół metra niżej z nurtem. Ryba stała po spróbowaniu przynęty w tym samym miejscu i tym ją zdenerwowałem. Łupnęła z impetem ponownie, na moją niekorzyść było to, że odbyło się to w niewielkiej odległości ode mnie. Trzy młynki pod wodą i odjazd na hamulcu. Kto mnie zna, ten wie że dość mocno dokręcam i żyłkę 0,20 potrafią ruszyć tylko ryby w rozmiarze około 50cm. Niestety po tej krótkiej akcji pstrąg spada. Jestem odrobinę niepocieszony, ale jednak usatysfakcjonowany ilością ryb i brań. Nigdy wcześniej w styczniu nie miałem takich wyników. Kolejnego dnia nadszedł zimny front i temperatura spadła do -10*C, to przed zmianą pogody uaktywniły się pstrągi. 

 

 

ARTFISH

.

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish