Majówka w Szwecji

Mój drugi wyjazd do Szwecji przeszedł do historii. Jak było? Tak jak poprzednim razem – GRUBO!!!


Pierwsze wodowanie  łodzi jeszcze pod koniec kwietnia. Pogoda fajna, trochę wietrznie aczkolwiek ciepło. Wszystko w przyrodzie opóźnione o jakieś 2 tygodnie w stosunku do Polski. Ustawiamy się z Konradem na szczycie górki (około 2 metry) i obławiamy spadki z nastawieniem na okonia. Jak usłyszałem od kolegi, szczupaki same przyjdą, nie trzeba się o nie martwić. Niestety po trzech godzinach ja łowię jednego malutkiego pasiaka, na dodatek cieknącego mleczem. To nie jest dobry znak, ryby poszły na tarliska, lub jeśli są na miejscu, nie mają zamiaru dać się złowić, bo im co innego w głowach. Konrad łowi 2 niewielkie szczupaki i lecimy na drugi koniec jeziora połowić sandaczy. Zmieniamy jedno, drugie miejsce, ale na echu cisza. Jedynie na 10-12 m głębokości spore ławice leszczy, pod nimi zdarza nam się zaobserwować większe ryby, ale pod tymi większymi jeszcze kolejne 10 metrów wody. Jak tu się do nich dobrać łowiąc z ręki? – niewykonalne.
Wpływamy w płytką zatokę i przesuwamy się w kierunku jej skraju, w miejsce gdzie mapa gogle pokazuje, że latem jest jeden wielki pas grążeli. Pod nami nie więcej niż półtora metra wody. Rzucamy wokół łodzi, co chwilę zaczepiając o pnące się ku górze pędy młodych roślin, aż tu nagle… podczas wyciągania przynęty, tuż przy samej burcie wynurzył się łeb szczupaka około 90cm. Kilka rzutów i ten sam wychodzi do przynęty, potem znowu. Niestety nie daje się skusić do brania. To dało nam jednak prosty sygnał. Nie szukamy ryb na głębokiej wodzie, a skupiamy się na obławianiu płytkich zatok gdzie latem rosną grążele, a gdzie niedawno szczupaki miały tarło. Łowimy kilka pajków i wieczorem wracamy, bogatsi o doświadczenie by przygotować się na kolejne zmagania, następnego dnia – już w maju.
Do obłowienia wybieramy zatokę jednego z największych Szwedzkich jezior Malaren. Ogromny pas grążeli widoczny na mapie, daje szansę na to, że mogą tam się czaić szczupaki. Nie mylimy się, już pierwszy rzut 12cm Salmo Executorem przynosi branie niewielkiego szczupaka. Przy trzcinach łowimy jeszcze kilka zawodniczych maluchów i przesuwamy się w stronę środka zatoki, gdzie jest wyraźne wypłycenie, a na powierzchni widać oczkującą drobnicę. Kotwica na dno i rzucamy wokół łódki, Konrad za okoniem, ja z nastawieniem na szczupaka łowię na Natural Pro Classic Rainbow Trout 18cm. Nagle przy samej łodzi BAM, podnoszę wędkę, bo branie było na krótkim dyszlu, a tam metrowy szczupak!!! Rozdarłem się na całą zatokę z radości. Poprzednio goszcząc u Konrada też udało mi się złowić ponad metrową bestię i teraz powtórka z rozrywki. Zwabieni hałasem podpływają wędkarze, okazuje się że są to Polacy. Ogromne jezioro, nikogo innego na wodzie a tu łódka z polską załogą :) miłe spotkanie na szczupakowym rozpoczęciu sezonu. Wypuszczam szczupaka, a wszystko nagrane kamerką.


Konrad bierze ode mnie z pudełka 16cm twistera Pro Grub. Jego delikatny ogon zamiata nawet przy bardzo wolnym prowadzeniu. Po kilku rzutach widzi jak za przynętą płynie duży szczupak, otwiera paszczę i nie zdąża z atakiem. Ponawiamy rzuty, jest cały czas przy łodzi, ale tylko stuka delikatnie jak okonek. Zakładam Natural Pro Classica Hot Tiger 14cm i prowadzę przynętę jak najwolniej się da. W miejscu gdzie stał szczupak – branie. Wędka w górę i już wiemy, że to ten który odprowadzał i pukał w twister. Wędkę zabrałem ze sobą na wyjazd składaną – w wersji travel, specjalnie na Szwecję – Prism Travel – 4częściowa – 240cm 15-35g wyrzutu. Plecionka 0,12 do łowienia z łódki, na lekko, wystarczyła w zupełności. Pod metrową rybą fajnie amortyzowała odjazdy i spady wyeliminowane były praktycznie do zera po skutecznym zacięciu. Kolejny szczupak w okolicy metra w niecałą godzinę – bajka, a nie łowienie. Płyniemy w najodleglejszy kraniec zatoki, łowimy na płytkiej metrowej wodzie. Pokazuję Konradowi jak pracuje Salmo Sweeper, rzucając przy samej łodzi, wzdłuż burty, a na naszych oczach wobler zostaje zgarnięty przez szczupaka około 55cm. Wędkarski raj!


Skraj jeziora nie darzy dużymi rybami, ale takich w okolicy 60cm połowiliśmy bez liku. Były miejsca puste, były miejsca gdzie łowiliśmy 5szt z jednego napłynięcia. Gdy wiatr ustawał łowiliśmy spinningując w dryfie, ale były to krótkie chwile, bowiem nad głowami krążyły ciemne chmury, z których co chwilę padał deszcz. W prognozie pogody nadchodziło mega załamanie pogodowe z przymrozkami i opadami śniegu. Ryby chyba to wyczuły i były tego dnia bardzo aktywne.


Wracamy na poprzednio obławiane miejsce, które rano obdarzyło nas dużymi szczupakami. Zakładam spinnerbaita, chcę przetestować jak najwięcej przynęt korzystając z dobrego żerowania i obecności drapieżników w łowisku.  Po kilku rzutach zapinam pięknego szczupaka, wypchanego jakąś ogromną rybą, której ogon wystaje jeszcze z gardła. Jest po prostu kwadratowy, taki aż nierealny.


Ryby jakby mniej chętnie reagują na podawane im przynęty. Znajdujemy skraj blatu, który obławialiśmy i ustawiamy się na spadku z 1,5m do 3,5m głębokości. Liczymy na spotkanie z sandaczem i rippery prowadzimy skokami. To był strzał w dzieiątkę, ale nie sandaczowy, a szczupakowy. Stok opanowały też pajki i to w przeróżnych rozmiarach. W 18cm przynętę podbijaną ku górze, waliły jak wściekłe takie po 50, jak i po 90cm. Obławiamy stok do wieczora i wracamy do domu. To był niesamowicie wypełniony rybami i holami dzień.


Po zmianie pogody płynę na zatokę sam. Konrad musiał iść do pracy, więc muszę kombinować z nagrywaniem i robieniem zdjęć. Liczę na powtórkę dobrych wyników z pierwszomajowych łowów. Rano temperatura -2*C, śnieg na aucie i zimny wiatr. Nie ma wyjścia, trzeba płynąć, trzeba korzystać. Świetna ta majówka, taka nie za ciepła, nie za słoneczna… ważne, że ryby biorą ;)
Nie biorą już jednak tak, jak przed ochłodzeniem. Przynętą dnia, a przynajmniej jego pierwszej połowy zostaje twister Pro Grub długości 16cm. Nie potkałem się jeszcze z sytuacją, że szczupak płynie za przynętą 15metrów jedynie podskubując ją za ogonek jak okoń. Jakbym nie zobaczył na własne oczy ryby w okolicy 90cm, to bym myślał że okoń nie da rady łyknąć przynęty i zmienił ją na mniejszą. Pozostałem więc wierny twisterowi i się nie pomyliłem, złowiłem sporo szczupaków, ale już nie metrowych.

 Na rippery w agresywnych barwach nie było reakcji, za to w drugiej połowie dnia odkryłem przynętę, bez której nie będę już się wybierał na łowienie. Natural Pro Classic, ale w malutkim rozmiarze 10cm w kolorze Super Natural Roach z delikatnie zaczerwienionym ogonkiem. Co ja się na holowałem po założeniu tej przynęty, ile pięknych ryb wyjechało… i z opadu i klasycznie prowadząc… trafiły się też dwa sandacze. Jednym słowem uniwersalna i mega łowna przynęta, która dała mi ryby kiedy od innych się tylko odbijały.
Wieczorem zmienił się wiatr i brania prawie zupełnie ustały, jedynie dyżurne szczupaczki po 50-60cm delikatnie pobierały rippery prowadzone skokami po stoku podwodnej górki.



Mój wyjazd do Szwecji dobiegł końca, znowu złowiłem metrowe szczupaki, kiedy ta sztuka nie udała mi się w Polsce od ponad 20 lat. Nawet nie chcę tego komentować…

 

 

ARTFISH

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish