Krowa na pontonie czyli... wędkarski kogiel mogiel

Tym razem wyjechaliśmy jeszcze przed świtem. Biebrza w Plutach przywitała nas chłodnym porankiem, spowitym delikatną mgiełką. Trawa lśniła świeżością i słońcem, które odbijało się w dużych kroplach rosy. W powietrzu unosił się zapach mokradeł, łąk, zapach Biebrzy.
Ptaki od razu zauważyły naszą obecność, którą oznajmiły wszem i wobec głośnymi krzykami. Dziesiątki rycyków, rybitw i perkozów krążyło nad naszymi głowami, próbując ostrzec nas, że wkraczamy na ICH teren. Komary nie ostrzegały, były bezlitosne, cięły szybko i z zaskoczenia, dla nich nie liczył się ból, cierpienie, ważna byłą tylko żądza krwi. My też mieliśmy swój oręż, nie mogliśmy go jednak użyć przeciwko komarom, ani nie mogliśmy zagłuszyć nim krzykliwych ptaków. Nasza broń była przygotowana do walki z zupełnie innym przeciwnikiem, zamieszkującym zupełnie inne środowisko. Dziś mieliśmy zamiar stanąć oko w oko z RYBĄ.


Pierwsze napotkane zwierzątko.

Z pontonem na plecach przemierzaliśmy podtopione ostatnimi deszczami łąki. Ciężka to była droga, ale życie miało pokazać, że czekają nas o wiele trudniejsze przeprawy.
Po dotarciu do rzeki, rozłożyliśmy sprzęt, napompowaliśmy ponton i? już mieliśmy przepływać na drugi brzeg, gdy nagle zauważyliśmy atak bolenia. Nie namyślając się długo założyłem czarny twister i wykonałem rzut w miejsce gdzie dostrzegłem atak. Branie jednak nie nastąpiło. Zwijając przynętę do brzegu kątem oka zobaczyłem jak spod kępy ziela wystartował do niej niewielki pasiak. Tak się zaczęła przygoda z okoniami.

Przepłynęliśmy rzekę, a ponton schowaliśmy w sporej kępie świeżutkich trzcin i zamaskowaliśmy zielem. Ruszyliśmy w górę, w stronę ujścia rzeki Wissy. Po drodze obławialiśmy co ciekawsze miejscówki. Efektem naszych połowów było kilkanaście okoni i szczupak, którego złowił Paweł. Ja też miałem spotkanie z zębaczem (około 1,5kg), ale zamiast podebrać go ręką, to sięgnąłem do kieszeni po Bogga Gripa. Przez to straciłem kilka cennych sekund i delikatnie zacięty szczupak zdołał się uwolnić.
Okonie startowały do przynęt prowadzonych wzdłuż brzegu, przy pasach świeżego ziela. Łowiliśmy je w zasadzie na dwie przynęty - czarny twister i dwu kolorowy ripperek mannsa.

Do połowu wybraliśmy dziki brzeg, do którego nie ma o tej porze roku dostępu, ze względu na otaczające go bagna i podmokłe łąki. Spociliśmy się jak szczury przełażąc przez starorzecza, gąszcz krzaków i sięgające do piersi trawy. W dodatku prawie cały teren był dość grząski, więc poruszanie się było jeszcze bardziej utrudnione. Na szczęście po godzinie 10.00 komary zawiesiły swoją działalność i przynajmniej mogliśmy spokojnie oddychać.
W międzyczasie zdjęliśmy z drzewa młodą srokę, która wplątała skrzydło w żyłkę wędkarską i nie mogła się z tej pułapki uwolnić.


Wracając do miejsca gdzie schowaliśmy nasze pływadełko doznałem szoku. Ponton był wywleczony ze skrytki!!! Szybki rzut oka na teren wokół kryjówki i już było wiadomo że nie dokonała tego żadna istota ludzka. Nadgryzione pędy roślin i pozostawione tropy nasunęły przypuszczenie, że ZWIERZĘCIEM odpowiedzialnym za całe zdarzenie jest? pasąca się nieopodal KROWA!!! Ponton nie został na szczęście uszkodzony i mogliśmy bez przeszkód przepłynąć z powrotem do samochodu.


Sprawca całego zamieszania.

Nauczka na przyszłość - nie maskować się niczym jadalnym, bo można stracić kryjówkę ;) Nauczka druga - nie zostawiać pontonu w pobliżu pasącej się krowy, bo być może zechce nim odpłynąć ;)

W drodze powrotnej, na wysokości wsi Rutkowskie złapaliśmy jeszcze gumę i zmuszeni zostaliśmy do zmiany koła, co opóźniło odrobinę nasz powrót.

Wyprawę zaliczyłbym do bardzo udanych i obfitujących w przygody. W ocenie ogólnej od 1 do 10, mógłbym dać nawet 8 punktów.

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish