KLENIE W DESZCZU

Sierpniowe wieczory i noce poświęciłem na próby odnalezienia większego skupiska biebrzańskich kleni lub jazi. Niestety podczas żadnej z kilku wypraw nie mogłem zanotować zbyt rewelacyjnych wyników. Za każdym razem miałem jedno porządne branie dużej ryby, nie zawsze zakończone udanym holem i na okrasę doławiałem ładną wzdręgę. Były to jednak pojedyncze okazy i nie mogłem mówić o wędkarskim eldorado. Podczas jednej z wypraw spotkałem Tomiego i mieliśmy okazję pogawędzić pośród biebrzańskich ostępów. Wymiana spostrzeżeń doprowadziła do wspólnego wniosku, a mianowicie że w tym roku jest znacznie gorzej niż w ubiegłym. Dopiero ostatni wyjazd pod koniec sierpnia przyniósł mi kilka brań i wiedziałem, że już się zaczęło przed jesienne wielkie żarcie.


Pierwszego września pojechałem nad wodę skoro świt. Pochmurna pogoda nie wróżyła nic dobrego i nastrajała raczej do uzbrojenia się na szczupaka. Od miesiąca nie woziłem ze sobą jednak innych przynęt niż te przeznaczone do powierzchniowych łowów. Własnej produkcji smużaki potwierdziły swoją skuteczność i tego dnia również jeden z nich zawisł na końcu mojego zestawu.

Na wodzie widać było życie, co chwilę chlapał boleń lub zbierł w jaź. Posyłałem przynętę pomiędzy łany ziela i doczekałem się kilku niezaciętych brań. Prześwity czystej wody bez ziela nie pozwalały na dłuższe zaprezentowanie przynęty rybom i jazie po prostu nie były w stanie wystarczająco szybko zareagować. Po kilkuset metrach doszedłem do odrobinę bardziej otwartego odcinka rzeki. Od każdego brzegu do czystej wody był co prawda pas kilku metrów ziela, ale nie przeszkadzał on zbyt mocno w łowieniu. Dopiero hol ryby musiał być w ostatniej fazie dość forsowny, tak by utrzymać głowę zdobyczy ponad zielem, co nie zawsze się udawało.

Po godzinie zaczął padać deszcz. Kryształowo czysta tafla wody została zmącona tysiącami kropel uderzających o nią. Ryby zostały jakby zwabione tym do powierzchni i jednocześnie straciły swoją ostrożność. Już w kilka minut po rozpoczęciu ulewy miałem pierwsze branie ładnego klenia. Później co kilka chwil holowałem kolejną rybę. Stały w standardowych miejscach tzn. za łanami ziela i w przewężeniach gdzie nurt odrobinę przyspiesza. Nie musiałem się specjalnie trudzić z prezentowaniem przynęty. Rzucałem pod przeciwległy brzeg i powoli z krótkimi przystankami podciągałem mrówki do siebie. Silne smużenie było niezbędne aby wobler był dobrze widoczny na tle spadających kropel deszczu. Najpierw zacząłem łowić na zielone, potem przyszła kolej na brązowe a na koniec założyłem czarną. Trzy podstawowe kolory były tego dnia równie skuteczne. Klenie biły w nie bardzo pewnie i agresywnie.
Dwie lub trzy ryby spadły podczas holu, ale nie bolałem po ich stracie. Te, które wyjąłem do tej pory w zupełności zaspokajały potrzeby mojego wędkarskiego spełnienia. Na chwilę odwróciłem głowę od przynęty by rozejrzeć się po okolicy, gdy na wędce poczułem silne branie.

Zacięcia nie musiałem robić, bo ryba od razu zanurkowała do dna i zacięła się sama. Wędka w górę i rozpocząłem standardowy dość siłowy hol. Po chwili widzę przy brzegu gruby kark potężnego klenia. No wreszcie jest PIĘĆDZIESIĄTAK pomyślałem. Bez trudu zmieściłem go do podbieraka i wyniosłem na brzeg. Hol odbywał się bez większych emocji, ale te i radość wzrosła gdy rybę zmierzyłem. 55,5cm to mój nowy PB (Personal Best). Uff ale kawał kloca, kark prawie nie do objęcia, wielkość łuski jak dwa paznokcie, a głowa i wargi przeogromne. Mrówka łyknięta dość głęboko i może dlatego jego opór był taki niemrawy. Wydawało mi się, że jest taki spasiony, że nie da rady się ruszać. Miał nawet problemy z odpłynięciem przy akcji wypuszczania. Odrobinę żałowałem, że nie było komu zrobić ładnego zdjęcia z okazem, a podczas deszczu nie było możliwości kombinowania z samowyzwalaczem. Po pół godzinie przestał padać deszcz, skończyły się brania, a ja spełniony wędkarsko udałem się w stronę auta. Ta krótka wyprawa pokazała po raz kolejny, że na ryby nie ma złej pogody. Ciekaw jestem tylko jak może wyglądać kleń 60+, czy kiedyś się zdarzy spotkać z takim oko w oko?

ARTFISH

 

® Prawa autorskie zastrzeżone. Publikowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych w tym serwisie zdjęć, grafik i opisów, bez wiedzy i zgody autora - wzbronione.
Copyright by Artfish